Wyzwania czasu pandemii. Oświata w trybie awaryjnym

0
262
Kiedy uczniowie wrócą do szkół?; fot. pl.freepik.com

W związku z zawirowaniami, jakie wywołał wirus opisywany alfanumerycznym skrótem SARS-CoV-2, w drugim tygodniu marca br. zapadła decyzja, że uczniowie pozostaną na dwa tygodnie w domach. Wkrótce potem stało się już jasne, że przerwa w nauczaniu stacjonarnym potrwa dłużej, a realizacja zajęć na odległość stanie się nieco bardziej rutynową czynnością, której będą musieli sprostać nauczyciele, rodzice i uczniowie. Dziś wiadomo, że nierychło nastąpi powrót do tradycyjnej klasy szkolnej.

W międzyczasie Ministerstwo Edukacji Narodowej zmieniło przepisy umożliwiające kształcenie na odległość. Określono w nich zasady prowadzenia zdalnego nauczania oraz oceniania i klasyfikowania uczniów.

Można się niekiedy zetknąć z krytyką sposobu realizacji tej formy kształcenia. Przykładowo zarzuca się nauczycielom, że nie w pełni sobie radzą, uczniom, że nie zachowują dyscypliny, wytyka się też zawodność sprzętu. Takie sytuacje występowały, zwłaszcza na początku, jednak z biegiem czasu nauczyciele i uczniowie oswoili się z nową sytuacją, a mechanizmy e-learningu zaczęły działać bardziej sprawnie.

Przebieg nauki zdalnej zależy od szeregu czynników: otwartości ciała pedagogicznego na nowe technologie, zaangażowania rodziców, kompetencji informatycznych tudzież ilości i jakości sprzętu, jakim dysponują gospodarstwa domowe.

Edukacja na odległość to niewątpliwie duże wyzwanie dla rodziców, na których jak grom z jasnego nieba spadły nowe obowiązki. Niejeden z nich musi teraz godzić własną pracę zawodową w trybie zdalnym z całodobową opieką nad dziećmi i wspieraniem ich w nauce.
Jest to również zagwozdka dla części nauczycieli.

Młodsi są na ogół za pan brat z nowinkami technicznymi, tymczasem dla starszego pedagoga lekcja online stanowi niekiedy poważną trudność. Poza tym dochodzą opinie, że nowy sposób pracy bardziej absorbuje siły witalne i czas aniżeli nauczanie w tradycyjnej formie.

Założyć można, że w obecnej sytuacji najlepiej się odnajdują sami uczniowie, czyli pokolenie urodzone z konsolą w ręku, dla którego nawigacja na platformie e-learningowej to – mówiąc kolokwialnie – kaszka z mleczkiem.

Pewną przeszkodą bywa ograniczona dostępność sprzętu do nauki, zwłaszcza gdy rodzice muszą pracować zdalnie w tym samym czasie, co ich dzieci. W sukurs przychodzą tu platformy edukacyjne umożliwiające nagrywanie lekcji, którą można w dowolnej chwili odtworzyć.

Dodatkowy kłopot przynosi konieczność weryfikacji nabytej wiedzy, zwłaszcza gdyby miało się to odbyć w formie sprawdzianu lub kartkówki. W tym względzie więcej pola do manewru dają ustne odpowiedzi uczniów. Do dyspozycji pozostają również inne sensowne metody, jak np. praca pisemna, prezentacja multimedialna, aktywność na lekcji bądź wypełnianie testów online.

Mimo jak dotąd skromnych doświadczeń z nauczaniem na odległość, polska oświata zmuszona została w dobie pandemii chwycić byka za rogi. Czas pokaże, czy zajęcia zdalne zagoszczą w naszych domach na dłużej, a jeśli tak, to w jakim zakresie.

Dodaj komentarz