„Proszę pani, wywaliło mnie!” Podsumowujemy rok nauki online

1
1027
Nauczyciele zauważają, że podczas nauki w systemie online uczniowie rozpraszają się bardziej niż w trakcie tradycyjnych zajęć w szkole; fot. pl.freepik.com

Mija rok nauki online wymuszonej pandemią koronawirusa. Jak wyglądają e-lekcje od kuchni? Przytaczamy obserwacje nauczycieli. Podajemy przykłady uczniowskich sztuczek i wybiegów. Które umiejętności zajęcia zdalne rozwijają, a które tłumią? Zastanawiamy się, jak ostatni rok wpłynął na zdrowie psychiczne uczniów. Szkolni pedagodzy i psycholodzy biją bowiem na alarm. Coraz więcej dzieci odczuwa lęk, smutek i zmęczenie. Specjaliści zwracają uwagę, że owo gorsze samopoczucie może być skutkiem pandemii i nauki zdalnej. Jednak bywa i tak, że domowa izolacja nie tyle powoduje kryzysy, co potęguje problemy, które występowały już wcześniej w relacjach uczniów z rodzicami i rówieśnikami. Jak pomóc naszym dzieciom? Do tej pory nikt nie wymyślił nic lepszego od bycia razem i rozmowy.

Rozpraszacze

Nauczyciele zauważają, że podczas nauki w systemie online uczniowie rozpraszają się bardziej niż w trakcie tradycyjnych zajęć w szkole. Szczególnie ci młodsi. W klasie na stoliku nie ma nic poza zeszytem, podręcznikiem i piórnikiem. Na domowym biurku, na którym znajduje się komputer, jest za to wiele tzw. rozpraszaczy (dystraktorów). Kiedy uczeń traci koncentrację uwagi, w zasięgu ręki ma telefon, kubek, ramkę ze zdjęciem, zabawkę…

Prowadzący lekcję zdalną tego nie widzi, nie może reagować. Natomiast w klasie dla nauczyciela sygnałem jest wzrok ucznia utkwiony w okno czy też sylwetka coraz niżej opuszczająca się na krześle. Wówczas łatwiej dostosować tempo i rodzaj zajęć adekwatnie do sytuacji.

Kamera narusza prywatność

Po roku nauki zdalnej nadal kontrowersyjna jest kwestia używania przez uczniów kamer wideo. Ministerstwo Edukacji i Nauki nie zdefiniowało jednoznacznie tego zagadnienia, a to stwarza pole do różnych interpretacji przepisów.

Ogólnie rzecz ujmując, MEiN nie określiło w swoim rozporządzeniu narzędzi, które mają służyć do prowadzenia lekcji online. Ministerstwo wskazało, że każdy uczeń powinien mieć sprzęt zapewniający łączenie się na odległość, ale nie nakazało, że musi być to łącze wideo. Wprawdzie w rozporządzeniu jest zapis, że to dyrektor danej placówki określa w regulaminie szczegóły dotyczące tego, jak nauczanie zdalne ma wyglądać, ale w praktyce przyjęło się, że nauczyciel może jedynie prosić ucznia o włączenie kamery. Do tej prośby przychyla się niewielu, szczególnie w starszych klasach podstawówek i w szkołach ponadpodstawowych.

W efekcie na jednej szali mamy prawo do prywatności ucznia (wielu rodziców podaje taki argument, sprzeciwiając się włączonym kamerom na lekcjach zdalnych), a na drugiej szali kładziemy problem kontroli pracy ucznia i weryfikacji jego wiedzy.

Symulacja uszkodzonego mikrofonu

Nie ma co owijać w bawełnę… Nauka online daje uczniom prawie nieograniczone możliwości podpowiadania i ściągania. Odpytywany uczeń otrzymuje podpowiedzi od kolegów za pomocą SMS-ów albo komunikatorów internetowych (Discord, Messenger, WhatsApp). Nauczyciele mogą sypać jak z rękawa przykładami testów, kartkówek i sprawdzianów, w których odpowiedzi legitymują się poziomem wiedzy akademickiej. To efekt uczniowskich operacji „kopiuj – wklej”. Bywa i tak, że dzieciom podpowiadają rodzice, choć rodzi to katastrofalne skutki wychowawcze.

Wielu pedagogów doświadcza nagłego znikania uczniów z wirtualnej klasy, szczególnie w momencie odpytywania. „Proszę pani, wywaliło mnie” (utracenie łącza), „Musiałem wyjść do ubikacji”, „Mam coś z mikrofonem” – to tylko niektóre z tłumaczeń.

W wyszukiwarce serwisu YouTube wystarczy wpisać „zepsuty mikrofon na lekcjach”.

Jako pierwszy wyświetla się filmik zatytułowany „Dźwięk zepsutego mikrofonu najlepszy na e-lekcje”. Jest bardzo realistyczny. Taki dźwięk uczniowie odtwarzają, aby zasymulować problemy techniczne i uniknąć odpowiedzi. Na innym filmie nastolatek podaje instrukcję, jak stworzyć dźwięk uszkodzonego mikrofonu. W ciągu miesiąca obejrzano go 200 tysięcy razy.

Powyższe praktyki są trudne do wykrycia nawet przy włączonych kamerach. Nie ma więc co się dziwić niektórym nauczycielom, że przy odpytywaniu, pomimo działającego łącza wideo, prosili uczniów o… zamknięcie oczu. Dlaczego? Okazało się, że uczniowie mieli ściągi ponaklejane na ścianie, na poziomie zainstalowanej kamery. Nauczyciel mógł więc mieć wrażenie, że uczeń jedynie patrzy w kamerę, a on po prostu odczytywał odpowiedzi. Prośbę o zamykanie oczu uznano jednak za niedopuszczalną, jako naruszającą poczucie godności.

Opisujemy powyższe przypadki, aby przybliżyć nieco kuchnię nauki online. Dla porządku należy jednak zaznaczyć, że zjawiska te nie występują w skali masowej. Przecież w dobie przedcovidowej podpowiadanie i ściąganie też nie było nagminne, a relacje nauczyciel – uczeń oparte były w większości przypadków na uczciwych zasadach.

Rewolucja cyfrowa

Ciekawe jest jednak to, że mamy do czynienia ze swoistą rewolucją cyfrową, w której to uczniowie mają większą wiedzę od nauczycieli, szczególnie od tych starszych stażem. Wielu bowiem pedagogów musiało dopiero zgłębić podstawy technologii informatycznych, a dla dzieciaków świat Internetu to jak dla ryb woda.

– W realu są nauczyciele, u których na lekcjach jest cisza jak makiem zasiał. Są też tacy, u których na lekcjach wszyscy gadają i chodzą po klasie. Podczas e-lekcji prowadzonych przez ten pierwszy typ nauczycieli, większość uczniów ma włączone kamery. W przypadku tych drugich włączają je nieliczni podopieczni

– podsumowuje problem jeden z pedagogów. Coś w tym jest…

Zastanówmy się jeszcze, skąd się bierze niechęć uczniów, a czasem i nauczycieli do utrzymywania kontaktu wideo podczas e-lekcji. Poza wspominanymi wyżej wątpliwościami natury prawnej i uwagami rodziców są jeszcze powody natury psychologicznej i społecznej.
Niektórzy uczniowie obawiają się krytyki rówieśników – że usłyszą, jak wyglądają, co i jak powiedzą. Nie bez znaczenia jest problem cyberprzemocy. Zdarzają się przypadki nagrywania e-lekcji i umieszczania jej w sieci z przykrymi komentarzami.

Część dzieci i młodzieży wstydzi się włączać kamery, ponieważ w domu nie dzieje się za dobrze. Na przykład jeden z rodziców jest uzależniony od alkoholu. W małym mieszkaniu trudniej to ukryć. Czasem dzieci przed kamerą pokazują swoje pieski, kotki albo ładnie urządzone pokoje. Rówieśnicy, którzy tego wszystkiego nie mają, rzadziej uruchamiają łącze wideo.

Jak rok zajęć zdalnych wpłynął na polską edukację?

Na początku uwypuklił jej wady – nacisk na przekazywanie wiedzy i jej sprawdzanie, a nie na rozwój kompetencji. To ciągle pokutujący model, oparty na szkole pruskiej sprzed 200 lat. Zanim upowszechniły się platformy do nauczania online, nauczyciel, poprzez e-dziennik, przesyłał lekcje do przeczytania, a wykonane zadania należało mu odesłać. Potem, za pomocą Google Meet czy Google Classroom, nauczyciel „transmitował” materiał lekcyjny, a uczniowie słuchali z wyłączonymi mikrofonami, bo ich nadmiar powodował przeciążenie łącza i szumy. Na zadawanie pytań nie było więc za dużo czasu.

Na szczęście coraz częściej na edukację zdalną nauczyciele patrzą w szerszej perspektywie niż czas trwania pandemii. Wprowadzają więc inną metodykę pracy i wiele ciekawych narzędzi, które umożliwiają zaangażowanie uczniów w tworzenie wspólnych projektów oraz ich samodzielną pracę według wcześniej przyjętych założeń (metoda projektowa).

„Nasi uczniowie będą pracować w zawodach, których dzisiaj jeszcze nie ma! Rozwój nowych technologii zmienia rynek pracy i potrzebuje zdobywania nowych kompetencji. Przedsiębiorstwa nie będą szukać jedynie informatyków – potrzebni będą ludzie kreatywni, pewni własnych zdolności i umiejętności. […] Pracując w szkołach i przedszkolach angażujmy się w projekty, które zmieniają tradycyjne podejście do edukacji – stawiajmy na umiejętności cyfrowe, kompetencje miękkie, kreatywność oraz koncepcję lifetime learning („nauka przez całe życie” – przyp. red.) […]” – napisała na profilu społecznościowym Anna Damaschk, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 w Tychach, który przystąpił do ogólnopolskiej inicjatywy „Budzących się szkół”.

„Proszę zauważyć, że pracownika zatrudnia się na podstawie tzw. kompetencji twardych (dobre oceny na świadectwie lub dyplomie), a zwalnia się z powodu braku kompetencji miękkich. Co z tego, że wszystko wie, skoro nie umie współpracować, ze wszystkimi się kłóci, nie umie podzielić się wiedzą, rozbija każdy zespół” – mówiła na wykładzie w Tychach Marzena Żylińska, metodyk, neurodydaktyk, inicjatorka ruchu „Budzących się szkół”.

W kontekście powyższego nauka zdalna ma swoje plusy. Wymaga od ucznia samodzielności, organizowania swojego czasu i gospodarowania nim. Pozwala też odkryć w uczniach to, co podczas tradycyjnych lekcji umykało. Pedagodzy wskazują przykłady dzieci i młodzieży, które w szkole przeszkadzały i nie osiągały dobrych wyników, a podczas zajęć zdalnych okazało się, że mają rozwinięte kompetencje cyfrowe i dzielą się tą wiedzą z innymi.

Spadek kondycji psychofizycznej

Na koniec naszego podsumowania przyjrzyjmy się, jak pandemia i edukacja zdalna wpływają na kondycję psychofizyczną uczniów.

Wielu odczuwa zmęczenie nadmiarem kontaktu z ekranem komputera i smartfona. Do czasu rekreacyjnego korzystania z tych narzędzi doliczyć trzeba kilka godzin e-lekcji. Izolacja domowa ogranicza kontakty z rówieśnikami i aktywność fizyczną (szczególnie uczniom zamieszkującym w blokach wielorodzinnych). Uczniowie mają naturalną chęć kontaktowania się z kolegami i koleżankami.

Bywa, że w domu sami pozostają uczniowie nawet trzecich klas, bo oboje rodzice pracują. Wtedy każdy dzwonek do drzwi potęguje lęk u tak małego człowieka. Dzieci doskonale też słyszą, o czym rozmawiają rodzice. Dysputy o kłopotach w pracy, groźbie jej utraty albo nerwowy ton rozmowy burzą poczucie bezpieczeństwa pociechy. Informacje z telewizji czy Internetu o kolejnych zakażeniach i zgonach także „odkładają” się w ich psychice.

Szkolni pedagodzy zwracają uwagę, że gorsze samopoczucie uczniów może być skutkiem pandemii i przejścia na tryb nauki zdalnej. Jednak zdarza się, że izolacja nie tyle powoduje kryzysy, co potęguje problemy, które występowały już wcześniej w relacjach uczniów z rodzicami i rówieśnikami.

Stres wywołany rozwodem rodziców, przemocą w rodzinie, nadużywaniem alkoholu czy też okresem dojrzewania, buntu wobec opiekunów i rówieśniczym hejtem potęguje się, kiedy domownicy spędzają więcej czasu ze sobą.

Jeszcze przed wybuchem pandemii odnotowywano zdiagnozowane przypadki depresji nawet u czwartoklasistów. Zdarzały się też samookaleczenia.

Obserwować i rozmawiać

„Lepiej zszyć drobną dziurę. Wtedy nie będzie jej widać. Cerowanie dużej zawsze pozostawia ślad”. Jak więc zszywać te małe dziury? Przede wszystkim bacznie obserwować pociechy. Przecież znamy swoje dzieci najlepiej na świecie, ich temperament, mowę ciała.

Naszą czujność powinna wzbudzać każda zmiana ich zachowania – od euforii po wycofanie się, od roztkliwiania się po agresję. Czasem te skrajne nastroje występują na przemian.
Złe samopoczucie dziecko komunikuje werbalnie i pozawerbalnie. Mówi, że jest zmęczone, że ma wszystkiego dość i nic mu się nie chce. Wtedy nie podejmuje nawet swoich ulubionych aktywności, wycofuje się też z relacji z rówieśnikami. Czasem nie mówi nic, ma przygarbioną sylwetkę, jest osowiałe. Przytula się i popłakuje lub przykrywa lęki ironią, pretensjami do najbliższych, a nawet agresją słowną i fizyczną.

Nie możemy wtedy wpadać w panikę. Dzieci to zauważają. Nasze zdenerwowanie im się udziela. Specjaliści wskazują, że nic nie zastąpi szczerych rozmów, prowadzonych z wyczuciem i po partnersku. To wymaga cierpliwości i konsekwencji z naszej strony. Jednak nic na siłę. Nagle okaże się, że podczas wspólnego spaceru czy gry w planszówkę dziecko otworzy się i powie nam więcej niż w trakcie aranżowanej przez nas rozmowy. Aby tak się stało, musimy poświęcać dziecku więcej czasu. Nie jest to łatwe w codziennym pędzie, ale konieczne. Nie nadrobimy całego tygodnia w weekendy.

Paradoksalnie czas pandemii może sprzyjać budowaniu rodzinnych więzi. Warto dzieciom uświadamiać przejściowość koronawirusowej izolacji i celebrować dobre wspomnienia. Może temu służyć oglądanie zdjęć z wakacji czy szkolnych wycieczek. Zaplanujmy, gdzie pojedziemy, kiedy to wszystko się skończy.
(JJ)

Pomoc psychologiczno-pedagogiczna dla uczniów i rodziców

Uczniowie i rodzice mogą konsultować się ze szkolnym pedagogiem lub (i) skorzystać ze wsparcia, jakie oferują poradnie psychologiczno-pedagogiczne w ich miejscach zamieszkania.

Bezpłatna infolinia 800 080 222

Dzieci, młodzież, nauczyciele i rodzice mogą uzyskać wsparcie specjalistów, dzwoniąc na bezpłatną, całodobową infolinię 800 080 222. Uruchomiło ją Ministerstwo Edukacji i Nauki.

1 KOMENTARZ

  1. Problemów jest całe mnóstwo. Prywatność? Gdzie ona jest, gdy mieszka się w małym mieszkaniu, albo dziecko nie ma swojego pokoju…Jak spokojnie porozmawiać z kimś gdy dziecko ma lekcje zdalne, albo jak pracować obok na słuchawkach podczas zajęć dziecka (kiedy właśnie nie działa mu mikrofon i koniecznie potrzebuje pomocy, bo coś mu nie działa)

    Brak słów, kiedy znów wrócimy do tego pięknego spokojnego czasu, co był przed pandemią (czas tak bardzo nie doceniony wówczas)

Leave a Reply