Polemika. Jak jest w niemieckiej szkole

W „Kurierze Nauczycielskim” nr 6/2021 oraz w naszym portalu www.kuriernauczycielski.pl opublikowaliśmy artykuł pt. „Młody nauczyciel o pracy w zawodzie. Oczekiwania a rzeczywistość” autorstwa Janka, nauczyciela po trzydziestce z siedmioletnim stażem w oświacie. W tekście podzielił się on spostrzeżeniami z pracy w polskiej szkole – tymi budującymi, optymistycznymi i tymi mniej radosnymi. Po publikacji artykułu do naszej redakcji napisała nauczycielka, Polka, która od 10 lat uczy w szkole w Niemczech. Jak się pracuje w niemieckiej szkole? Jakie są różnice w stosunku do naszego systemu oświaty?

Wypowiem się z perspektywy pracy niemieckiego nauczyciela, bo w niemieckiej oświacie pracuję od prawie 10 lat (nauczanie tzw. zintegrowane, czyli Gesamtunterricht, Nadrenia-Palatynat, szkoła podstawowa Grundschule obejmująca 4 klasy).

Pensum godzinowe niemieckiego nauczyciela wynosi 39 godzin tygodniowo. Przy czym średnio 20–22 godziny to godziny tablicowe (uwaga: do czasu tablicowego wlicza się czas dyżurów na przerwach!). Cała reszta godzin to płatny czas na przygotowanie do zajęć. Nie trzeba spędzać go w szkole i praktycznie nikt tego nie robi.

Ferie są średnio co 6–8 tygodni. W ferie nie ma żadnych dyżurów czy opieki nad dziećmi. To obowiązek gminy, nie szkoły. Opieka feryjna jest płatna, gmina zatrudnia do tego personel (nie są to nauczyciele!). Nie ma w ferie rad pedagogicznych czy innych posiedzeń. Rada jest przeważnie jedna: w ostatni dzień letnich ferii. Nauczyciele nie przygotowują uroczystości, akademii, dyskotek, nie ma apeli i tym podobnych. Szkoła ma za zadanie uczyć, od zapewnienia rozrywek są rodzice.

Nauczyciel ma masę dodatkowych bonusów, np. zniżki w ubezpieczeniach (w tym OC i AC), a nawet preferencje przy udzielaniu kredytów. O takich warunkach polski nauczyciel może na razie tylko marzyć.

W Niemczech matury nie zdaje ok. 2–3 proc. uczniów. W Polsce coś około 20 proc. (z matematyki bodajże jeszcze więcej). Ale uwaga: selekcja uczniów spełniających wymogi maturalne dokonuje się już na poziomie 4–6 klasy! Jeżeli uczeń na tym poziomie nie ma odpowiednich wyników ani ocen z przedmiotów głównych (niemiecki, matematyka, język obcy), to zwyczajnie nie idzie do liceum, które u nas zaczyna się od 7 klasy, a w niektórych landach już od 5 klasy. I nie ma tutaj nic do rzeczy „chcenie” rodziców! Nie każdy musi mieć maturę, co tutaj jest oczywistością.

Nie ma poprawiania ocen. Dostałeś niedostateczny, to go masz. Zresztą ocen stawianych jest niewiele, wykonywane są 2–3 prace na semestr. Ocena za aktywność podczas zajęć stanowi 1/3 oceny ogólnej z przedmiotu.

Regulamin szkolny jest bardzo wyśrubowany, w odróżnieniu od polskiego, gdzie obowiązki ma praktycznie tylko nauczyciel, a uczeń zaś ma tylko prawa. Na przykład mamy prawo zawiesić ucznia w jego obowiązkach i prawach, tzn. musi na określony czas, zazwyczaj kilka dni, zostać w domu. I to na rodzica spada obowiązek zapewnienia mu opieki. Stosuje się to już od najwcześniejszych klas podstawówki. Jeżeli dziecko źle się zachowuje, przeszkadza innym, pyskuje, to rodzice mają na nie wpłynąć. Szkoła ma też możliwość ustanowienia dla takiego ucznia opiekuna, np. kogoś z jego rodziny i tylko w obecności tegoż opiekuna uczeń ten ma prawo uczestniczyć w zajęciach szkolnych.

Podpisując zgodę na wycieczkę, podpisuję również zobowiązanie, by natychmiast odebrać moje potomstwo (nawet jeżeli jest na wycieczce nad Morzem Północnym, 700 km od nas!), gdyby nieodpowiednio się zachowywało, np. spożywało alkohol. Jeżeli uczeń niepełnoletni konsumuje alkohol, wówczas jest odstawiany do szpitala albo na policyjną izbę dziecka i tam czeka na odbiór. I nikt z tym nie dyskutuje! Nie ma dzienników elektronicznych, wywiadówka jest raz na rok i rodzic musi się na nią zapisać. Dlatego w polskiej oświacie już chyba bym się nie umiała odnaleźć.

Luis

1 KOMENTARZ

  1. Rzeczywiście jest dużo więcej różnic w niemieckiej edukacji. Podoba mi się bardzo forma ferii, dzieci mogą złapać oddech w krótszych odstępach czasu.Podoba mi się również to, że nie ma nacisku na maturę. I co więcej na magistra! Kiedyś nie było tyle magistrów co teraz, teraz tytuł magistra to tak jakby ukończyć szkołę podstawową, każdy go praktycznie ma. Ale czy każdemu jest potrzebny ten tytuł mgr?

Leave a Reply