O wyzbyciu się postawy nadopiekuńczej wobec dzieci z niepełnosprawnościami

adopiekuńczość może hamować rozwój dziecka poprzez uniemożliwianie mu angażowania się w sytuacje poszerzające jego horyzonty i zwiększające pewność siebie; fot. pl.freepik.com

Rodzice dzieci obarczonych niepełnosprawnościami przejawiają niekiedy postawę nadopiekuńczą, którą można określić jako stopień opieki nadmierny w stosunku do poziomu rozwoju i możliwości dziecka. Część rodziców chroni swą latorośl przed działaniami, których – jak uważają – nie jest ona w stanie efektywnie wykonać, albo przed relacjami społecznymi, które oceniają jako szkodliwe.

Gdzie leży źródło takiej postawy? Milton Seligman wskazuje na pierwotną przyczynę ludzkich lęków, jaką stanowi cienka linia oddzielająca życie od śmierci. Tym samym za naturalny uznaje on fakt doświadczania przez większość z nas niewielkiej, acz przenikliwej obawy w tym zakresie.

Nadopiekuńczych rodziców cechuje jednak podwyższone poczucie kruchości egzystencji, wskutek czego – poprzez nadmierną opiekę – pragną oni chronić dziecko przed potencjalnym zagrożeniem. Nadopiekuńczość bywa też interpretowana jako zachowanie kompensacyjne, które zaradza społecznie niepożądanym postawom, takim jak np. odrzucenie.

Przyczyna nadopiekuńczości może również leżeć w przeświadczeniu, że niepełnosprawnej osobie należy oszczędzić dodatkowych niedogodności. Ona i tak już znacząco cierpi. Wyjaśnienia upatruje się ponadto w naturalnych więziach łączących matkę z niepełnosprawnym dzieckiem, które mogą skłaniać kobietę do przekonania, że tylko ona jest w stanie się nim zająć albo ma taki obowiązek.

Nadopiekuńczość a rozwój dziecka

W opinii Seligmana nadopiekuńczość może hamować rozwój dziecka poprzez uniemożliwianie mu angażowania się w sytuacje poszerzające jego horyzonty i zwiększające pewność siebie. Dodatkowo w przypadku jednostek poddanych wpływom nadopiekuńczym występują nierzadko lęki niespotykane u rówieśników otrzymujących właściwy zakres swobody, co u tych pierwszych jedynie pogłębia problemy wywołane niepełnosprawnością.

Nadopiekuńcza postawa może powodować u dziecka trudności w osiąganiu wyższych poziomów samodzielności. Karen Y. Sanders zestawia nadopiekuńczość z obniżonymi oczekiwaniami wobec niepełnosprawnej jednostki: obie postawy przyczynić się mogą do ukształtowania jej niskiej samooceny, co z kolei mogłoby do końca życia skutkować słabszymi osiągnięciami i niepełnym spożytkowaniem tkwiącego w niej potencjału.

W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o schorzeniu zwanym zastępczym zespołem Münchhausena, które przejawia się patologiczną relacją emocjonalną wiążącą rodzica (przeważnie matkę) z dzieckiem. Polega ono na wywoływaniu u podopiecznego objawów zaburzeń somatycznych, co skutkuje koniecznością poddania go zabiegom diagnostycznym lub leczniczym.

W roku 2015 nagłośniono za oceanem casus Gypsy Rose, którą wychowywała Dee Dee Blanchard, cierpiąca na zastępczy zespół Münchhausena. Kobieta przekonywała córkę, że ta jest młodsza niż faktycznie, wmawiała jej niepełnosprawność i przewlekłe choroby, w tym białaczkę, astmę i dystrofię mięśniową. Stanowiło to pretekst do aplikowania jej niepotrzebnych leków i poddawania niepożądanym zabiegom. Blanchard stosowała przemoc w celu utrzymywania kontroli nad córką, która w końcu stwierdziła, że ma dość i przekonała swego chłopaka, aby zabił jej matkę. Wydarzenia te stały się kanwą ośmioodcinkowego dramatu kryminalnego pt. The Act, dostępnego też dla polskich widzów.

Być aktywnym mimo ograniczeń

Życie jednak nie musi kreślić tak czarnych scenariuszy, a ich przebieg może przybierać nieoczekiwany kierunek. By to zilustrować, odwołajmy się do powieści pt. Heidi autorstwa szwajcarskiej pisarki Johanny Spyri. Na kartach tej książki pojawia się postać niepełnosprawnej Klary Sesemann. Dwunastolatka z Frankfurtu nad Menem, przykuta do wózka inwalidzkiego i wychowywana przez nadopiekuńczego ojca, pewnego lata odwiedziła w Alpach swą przyjaciółkę, tytułową Heidi.

Wówczas to w większym zakresie musiała zadbać o siebie, a dzięki wsparciu Halnego Dziadka, energii Heidi oraz – co zabrzmi nieco paradoksalnie – wskutek karygodnego wybryku Pietrka-koźlarza w ciągu zaledwie dwóch tygodni nauczyła się chodzić. Otóż każdego ranka, przed posadzeniem niepełnosprawnej w wózku, dziadek motywował ją, aby próbowała choć przez chwilę stać na ziemi, co przychodziło jej z trudem.

Pewnego dnia, gdy młode towarzystwo miało się udać z kozami na pastwisko, jedenastoletni Pietrek, rozgoryczony utratą towarzystwa Heidi na rzecz Klary, pchnął pusty wózek ze zbocza, niszcząc go doszczętnie. Tak więc by dwunastolatka dotarła do celu, dziadek musiał ją tam zanieść na własnych ramionach, po czym oddalił się do obowiązków. Przełom nastąpił, gdy Heidi zapragnęła pokazać Klarze ukwieconą łąkę, dokąd wraz z Pietrkiem poprowadziła przyjaciółkę pod rękę. Tamta stąpała krok po kroku, wydając z początku okrzyk bólu, aż w końcu zaczęła przemieszczać się samodzielnie.

Odtąd panna Sesemann każdego ranka budziła się z okrzykiem: „Jestem zdrowa! Nie potrzebuję wózka, ale mogę chodzić jak inni”, by następnie ponawiać ćwiczenia przynoszące coraz lepsze wyniki.

James Wenzl tłumaczy, że choć jest to sytuacja fikcyjna, to jednak pokazuje, co może się stać, gdy rodzice wyzbędą się nadopiekuńczej postawy w stosunku do swej latorośli. Nadopiekuńczość jest nierzadkim zjawiskiem i, jak twierdzi Wenzl, „stanowi wielką szkodę dla dziecka, bo odwodzi je od próby pełnego wykorzystywania posiadanych możliwości.

Należy więc zachęcać chronicznie chore dziecko do tego, aby było tak aktywne, jak to tylko osiągalne w ramach jego ograniczeń zdrowotnych.

Dotyczy to szkoły, aktywności społecznej i sportowej”. Howard i Sylvia Lenhoffowie, których córka cierpi na zespół Williamsa, oceniają na podstawie swych doświadczeń, że nadopiekuńczy rodzice zamykają niekiedy przed dzieckiem możliwości, o których nigdy by nawet nie śnili, że są osiągalne.

Budowanie rodzicielskich kompetencji

W tym kontekście za całkowicie uzasadnioną należy uznać konieczność kształtowania u rodziców umiejętności służących wspomaganiu niepełnosprawnych dzieci w budowaniu ich pozytywnej samoświadomości i wysokiej samooceny. Choć nadopiekuńczym rodzicom nie przychodzi łatwo zmiana własnego zachowania, o ile w ogóle jest to możliwe, to jednak nauczyciel jest zobowiązany wskazywać im sposoby postępowania bardziej realistyczne i sprzyjające rozwojowi podopiecznego.

Należy podtrzymywać samodzielne czynności dziecka oraz informować rodziców o jego osiągnięciach, zwłaszcza nabytych umiejętnościach czy zachowaniach umożliwiających niezależne funkcjonowanie. „Nauczycielka może okazać zachwyt wobec tych osiągnięć oraz zasugerować działania pomagające dziecku rozwijać poczucie własnej wartości i umiejętności życiowe” – pisze Milton Seligman.

Gdy rodzic nie zarzuca nadopiekuńczej postawy, ze szkodą dla dziecka, nauczyciel może – jak podpowiada Seligman – wypowiedzieć się jednoznacznie i stanowczo. Oto przykład: „Myślę, że rozumiem twe pragnienie pomagania Lois i ochraniania jej, jednak zastanawiam się, czy to nie pozbawia jej doświadczeń służących rozwojowi. Rodzice ujawniają naturalną potrzebę chronienia swych dzieci przed krzywdą. Dowodzi to ich miłości i troski. Jest to dobre, lecz niekiedy przerost opieki może przeszkadzać młodemu człowiekowi w rozwijaniu zdolności, których będzie później w życiu potrzebował i które pomogą mu cieszyć się samym sobą”.

Szczególnie niechętni do zmiany są rodzice, którzy poprzez nadmierną opiekę zaspokajają własne potrzeby. Mogą oni czuć podświadome pragnienie utrzymywania dziecka na niższym poziomie samodzielności.

Istotną pomoc dla rodziców mogą stanowić adresowane do nich programy wsparcia. Pewne wyobrażenie o ich przebiegu dają nam Alfa C.R. Amaya i Guadalupe Acle-Tomasini, które postawiły sobie za cel określenie skuteczności programu prowadzonego dla pięciu matek dzieci autystycznych.

Z badań wynika, że program miał na kobiety pozytywny wpływ i pozwolił im zrozumieć ich własny problem. W efekcie uznały, że należy nieco pohamować swą nadmierną opiekuńczość. Przedyskutowano z matkami rodzaje wsparcia, jakiego ich pociechy naprawdę potrzebują, przez co nie tylko uświadomiły one sobie własne braki, ale i nauczyły się rozpoznawać, jakie działania mogą ich dzieci podejmować w drodze do samodzielności. Ilustruje to następujące stwierdzenie: „Mój syn ma niewiele rzeczywistych potrzeb. Wyszłam zdenerwowana, bo on chce jeść sam, i odczuwam przygnębienie w sytuacji, gdy już mi nie pozwala, abym go karmiła. Równocześnie jednak jestem szczęśliwa, bo zaczął uzyskiwać samodzielność lub o nią prosić”.

Program skłonił też matki do refleksji nad własną zależnością od niepełnosprawnego dziecka. Obu stronom przyniosło to określoną korzyść: dziecko zyskało na samodzielności, a matka pozbyła się dyskomfortu wywołanego m.in. delegowaniem odpowiedzialności na pozostałych członków rodziny.

Piotr T. NOWAKOWSKI

Poprzedni artykułTyskie Targi Pracy i Przedsiębiorczości. Oferty dla Polaków i Ukraińców
Następny artykułO kształtowaniu charakteru cz. 18. Wstrzemięźliwość, czyli o umiarze w odżywianiu się
Piotr Tomasz Nowakowski
Piotr Tomasz Nowakowski – pedagog i publicysta, doktor habilitowany nauk społecznych, profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego. Obszary zainteresowań naukowo-badawczych P. T. Nowakowskiego to: profilaktyka społeczna, praca socjalna, pedagogika resocjalizacyjna, pedagogika mass mediów, filozofia wychowania ze szczególnym uwzględnieniem aretologii. Jest członkiem Association for the Study of Higher Education z siedzibą w Las Vegas (USA) oraz International Cultic Studies Association z siedzibą na Florydzie (USA). Pełni funkcję zastępcy redaktora naczelnego kwartalnika „Społeczeństwo i Rodzina” (wydawanego przez Wydział Zamiejscowy Prawa i Nauk o Społeczeństwie KUL w Stalowej Woli), jest też korespondentem na Europę Wschodnią kwartalnika „ICSA Today” (USA), członkiem redakcji (tzw. member of Editorial Board) rocznika „International Journal of Cultic Studies” (USA), oraz członkiem redakcji (tzw. consulting editor) kwartalnika „Journal of Educational Review” (Nigeria). Piotr T. Nowakowski prowadził gościnne wykłady w Kymenlaakson ammattikorkeakoulu (Finlandia, 2008), Uniwersytecie w Göteborgu (Szwecja, 2009), Başkent Üniversitesi (Turcja, 2010) i Alice-Salomon-Fachhochschule Berlin (Niemcy, 2011). W 2010 zrealizował projekt badawczy The Problem of School Violence in California: Preventive Aspects na University of Southern California (Los Angeles, USA). Piotr T. Nowakowski jest autorem i redaktorem kilku książek oraz autorem wielu artykułów z zakresu problematyki społecznej i pedagogicznej. Jest też autorem haseł do Powszechnej Encyklopedii Filozofii, wydawanej w latach 2000-2009 przez Polskie Towarzystwo św. Tomasza z Akwinu.

Leave a Reply