O potrzebie prac ręcznych

0
320
Fot. Izabela Dyrda

W polskich szkołach masowych – w przeciwieństwie do tych na świecie – nie ma przedmiotu prace ręczne. Placówki nie mają, nie tworzą i czasem po prostu nie chcą tworzyć pracowni rękodzieła z różnych powodów. Szkoda, że tak jest, ponieważ szkoła, która nie angażuje dziecięcych rąk, która nie pozwala na ekspresję z ich użyciem, nie wykształci absolwentów posiadających silną wolę, cierpliwość, koncentrację, zmysł estetyczny, nie wykształci ludzi kreatywnych i zaradnych. Dziecko, pracując samodzielnie, poznaje rolę pracy w życiu człowieka i zaczyna ją szanować. Przeżywając trud, nabiera szacunku zarówno do samego przedmiotu, jak i do osoby, która go wytworzyła.

Dlaczego nasze ręce wyglądają tak, a nie inaczej? Co możemy nimi zrobić i jakie są tego konsekwencje? Co poprzez działanie rękami dzieje się w naszym umyśle, jak wpływa to na nasze emocje i wolę, motywację do podejmowania wyzwań? Jak wspólna praca może pomóc w budowaniu wspólnoty (klasowej, szkolnej, zawodowej)?
To pytania, których większość z nas na co dzień sobie nie zadaje. Niektórzy już nie muszą, bo znają odpowiedź. Są wśród nich arteterapeuci, artyści, ludzie zajmujący się rękodziełem, stolarstwem i może jest część nauczycieli plastyki. Tymczasem dla człowieka, a w szczególności dla dziecka, w działaniu jego kończyn objawia się jego wola do zmiany świata, bo nimi może w świat zaingerować, przekształcać go i doświadczać siebie w świecie. W obszarze działania rąk szczególnie aktywuje się zmysł dotyku i ruchu. Ogląd świata za pomocą rąk jest fundamentem wielu kompetencji. Oczywista jest sprawność manualna, ale nie jest jedyna i może nawet nie jest najważniejsza.

Fot. Izabela Dyrda

Rzemiosło uczy wytrwałości

„Używając swoich rąk, człowiek zdobywa swoje prawdopodobnie najważniejsze doświadczenie życiowe; nie wszystko, co tkwi w jego głowie, jest realnie możliwe. Ręka podpowiada mu, co może, czego nie może zrobić. W ten sposób z praktycznej pracy manualnej rodzi się również umysł praktyczny, a nawet intuicja, wyczucie delikatniejszych, ale bardziej znaczących układów powiązań. […] Rzemiosło uczy szczególnie wytrwałości, aktualny stan pracy daje bowiem uczniowi informację, co już zrobił, a co zostało jeszcze do wykonania. A jeśli mamy już wreszcie w ręku zadowalający lub nawet dobry rezultat, wzmacnia się nasza ufność we własne siły i poczucie własnej wartości” [A. Brühlmeier, Kształcenie człowieka. 27 kamyczków jednej mozaiki].

Jeżeli tak jest, to szkoła, która nie angażuje dziecięcych rąk, która nie pozwala na ekspresję z ich użyciem, nie wykształci absolwentów mających silną wolę, kreatywnych i zaradnych życiowo. Szkoła, w której dzieci na plastyce czy technice, zamiast tworzyć – wykorzystując swoje ręce i fantazję – przyswajają teorię, oraz poznają defi nicje faktury materiałów, zamiast ich dotykać, nie respektuje potrzeb rozwojowych dzieci i młodzieży. To nie dotyczy tylko działań artystycznych.

W  placówkach, w  których uczniowie nie mogą prowadzić ani pielęgnować pod okiem nauczyciela ogródka szkolnego, skwerku czy warzywniaka, nie mogą strugać w drewnie, przybijać gwoździ, lepić, kształtować – słowem, w których nie ma prac ręcznych – niemożliwe jest pełne odkrycie człowieczeństwa.

Dostęp do miotły

A przecież wszyscy by na tym ze wszech miar skorzystali. Przede wszystkim w oczywisty sposób same dzieci, ale również wspólnota szkolna, bo powstałaby na przykład piękna rabatka z kwiatami albo ziołami, bo można by zbudować zakątek z przeszkodami do zabawy, piec gliniany, dzwonnicę na boisku albo wysiać kilka gatunków zbóż, żeby je potem móc odróżnić i nazwać (zamiast biegać po znajomych, z których ktoś jest rolnikiem i zgodzi się podarować wiązki zboża do kącika przyrody). Pokazanie zdjęć owsa, pszenicy czy żyta w książce, bez możliwości dotknięcia ich zróżnicowanych kłosów, jest edukacyjnym nieporozumieniem.

Fot. Izabela Dyrda

Prace ręczne (poza zajęciami plastyki) mają i powinny mieć charakter praktyczny, ale niestety w większości placówek uczniowie nie otrzymują takiej możliwości, nawet poprzez zajęcia porządkowe. Uczniowie nie mają stałego, swobodnego dostępu do rzeczy, które powinny być w każdej klasie lub na każdym piętrze, takich jak: szufelki, miotły, szmatki do stołów, tablicy, podłogi. W większości szkół i przedszkoli rozlana woda, rozsypana kasza, roztarte farba lub jedzenie powodują napięcie, chaos i konieczność biegania po budynku w poszukiwaniu „świętych graali” samodzielności. Gdyby w każdej klasie były te narzędzia, dzieci chętnie pomagałyby w sprzątaniu po zajęciach plastyki albo po klasowej imprezie i zdobyłyby w tym wprawę. W szczególności dotyczy to placówek, w których uczą się dzieci o specjalnych potrzebach, dzieci z obniżoną sprawnością intelektualną, dla których ręce, sprawność manualna mogą stać się podstawą poczucia bezpieczeństwa, samodzielności, a może i aktywności zawodowej w przyszłości.

Modne szydełkowanie

Fot. Katarzyna Więckowska

Rolę rąk podkreślał Janusz Korczak, pisząc: „Niemowlę bada swe ręce. Prostuje, wodzi w prawo i w lewo, oddala, zbliża, rozstawia palce, zaciska w pięść, mówi do nich i czeka na odpowiedź, prawą chwyta lewą rękę i ciągnie, bierze grzechotkę i patrzy na dziwnie zmieniony obraz ręki, przekłada ją z jednej do drugiej, bada ustami, natychmiast wyjmuje i znów patrzy powoli, uważnie. […] Ono nie bawi się: miejcież do licha oczy i dostrzeżcie wysiłek woli, by zrozumieć. To uczony w laboratorium, wmyślony w zagadnienie najwyższej wagi, a które wyślizguje się jego rozumieniu”.

Wszystkie dzieci powinny codziennie tworzyć coś z użyciem dłoni, nie tylko po to, by rozwijać sprawność manualną, ale by rozwijać również wytrwałość, wyczucie formy, twórczy umysł, staranność i dokładność.

Prace ręczne są jednak przede wszystkim… źródłem radości i przyjemności. Warto, obserwując potrzeby rozwojowe dzieci, pozwalać im doświadczyć pracy w drewnie, glinie, wosku, umożliwić robienie na drutach, szydełku, a w starszych klasach zachęcić ich do używania tworzyw, które wymagają więcej siły (miedź, kamień itp.), ale też pozwalają wykształcić poczucie własnej siły i sprawczości. Ostatnio modne stało się szydełkowanie i robienie na drutach. Pamiętam, jak moi uczniowie (trzecia klasa szkoły podstawowej), jadący komunikacją miejską do pracowni gliny na Nikiszowcu, szydełkowali dla zabicia czasu, budząc (zwłaszcza szydełkujący chłopcy) podziw wśród pozostałych pasażerów.

Pracy rękami potrzebuje też młodzież i potrzebują dorośli. W Internecie można znaleźć wiele przykładów na artystyczne i happeningowe działania robótkowe, takie jak owijanie dzierganymi wytworami elementów przestrzeni publicznej (np. ławek, słupków, bram, a nawet pomników i drzew). Powstają społeczności osób wspólnie szydełkujących, szyjących, robiących na drutach. Są wśród nich również mężczyźni. Badania pokazują, że u starszych ludzi, którzy dziergają lub szydełkują, zmniejsza się ryzyko pogorszenia funkcji poznawczych związanych z wiekiem lub utratą pamięci. Pośród ludzi w wieku 7089 lat osoby dziergające i szydełkujące miały najlepszą pamięć. Wskazuje to, że takie rzemiosło pomaga mózgowi stworzyć i zachować ścieżki neuronowe utrzymujące umysł i pamięć w dobrej kondycji.

Fot, Izabela Dyrda

Nie ma pracowni

W polskich, masowych szkołach nie ma przedmiotu prace ręczne. Szkoły nie mają, nie tworzą i czasem po prostu nie chcą tworzyć pracowni z różnych powodów. Na świecie natomiast jest wiele szkół, które praktykują prace ręczne na różnych szczeblach edukacji (zarówno w szkole podstawowej, jak i w liceach). W zajęciach uczestniczą zarówno dziewczęta, jak i chłopcy. Ich celem jest bowiem nie tyle samo nauczenie dzieci szycia
czy robienia na drutach, co rozwinięcie w nich cech istotnych dla całego rozwoju dziecka. Chodzi tu przede wszystkim o wspomniane już wcześniej:

• ćwiczenie sprawności rąk, koordynację pracy rąk i oczu;

• rozbudzanie, pielęgnowanie i rozwijanie ochoty do pracy o charakterze rzemieślniczym;

• kształtowanie właściwych postaw i umiejętności (zaradności, oszczędności materiału, pokonywania trudności, wytrwałości, koncentracji, rzetelności, współpracy, zachowywania porządku itp.);

• rozwijanie zmysłu estetycznego, poczucia koloru, umiejętności łączenia wzoru i koloru z kształtem i przeznaczeniem przedmiotu;

• wytwarzanie samodzielne (rękoma lub przy użyciu prostych narzędzi) czegoś (np. części ubrania), czego wykonanie wymaga czasu, cierpliwości, uwagi, koncentracji;

• praktyczne poznawanie sposobów wytwarzania przedmiotów codziennego użytku;

• radość z takiej pracy i rozwijanie właściwego do niej stosunku. Wyroby wytwarzane w ramach lekcji prac ręcznych mają charakter użytkowy, mają służyć zabawie (np. piłka), przydawać się w szkole (np. pokrowiec na flet) lub w życiu prywatnym (np. czapka, skarpeta, szalik). Powinny one też ładnie i estetycznie wyglądać (choć wiadomo, że potrzeba wielu doświadczeń, by to osiągnąć).

Szacunek do pracy

Dziecko, pracując samodzielnie, poznaje rolę pracy w życiu człowieka i zaczyna ją szanować. Przeżywając trud, nabiera szacunku zarówno do samego przedmiotu, jak i do osoby, która go wytworzyła. W konsekwencji rozwija się u dziecka szacunek do ludzi, którzy potrafią sami coś zrobić. Popularyzacja szeroko rozumianych prac ręcznych jest jednym z celów działania Fundacji Instytutu Studiów Podyplomowych Za Horyzont. W ramach realizacji tego celu, fundacja organizuje warsztaty, szkolenia, wspiera szkoły i przedszkola w tworzeniu programów prac ręcznych, a także pracowni, w których zajęcia mogłyby się odbywać. Wszystkich, którzy szukają inspiracji, wsparcia, wiedzy i otuchy zapraszamy serdecznie do kontaktu i współpracy. Telefon fundacji: 515 403 191, e-mail: kontakt@fundacjazaho ryzont.pl.

Izabela DYRDA
prezes Fundacji Instytutu Studiów Podyplomowych Za Horyzont, wykładowca Akademii Muzycznej w Katowicach oraz Instytutu Studiów Podyplomowych w Tychach. Z wykształcenia nauczyciel przedszkolny, wczesnoszkolny, oligofrenopedagog, arteterapeuta, absolwentka studiów edukacji niezależnej

Dodaj komentarz