O kształtowaniu charakteru cz. 8. Pamięć, czyli o przechowywaniu doświadczeń

„Pamięć to pamiętnik, który stale nosimy ze sobą” – pisał irlandzki poeta i prozaik Oscar Wilde (1854–1900); fot. pl.freepik.com

Cnota kardynalna roztropności, o której pisaliśmy w czwartej części w niniejszej serii, jest sprawnością wyjątkowo bogatą i ma wiele pracy do wykonania. Pełniąc rolę łącznika między intelektem a wolą, musi funkcjonować na obydwu obszarach. Z tego powodu wyróżnia się aż osiem składników tej cnoty, a pierwszym z nich jest pamięć rozumiana generalnie jako zdolność do rejestrowania i ponownego odtwarzania wrażeń zmysłowych, skojarzeń czy informacji.

Przyjąć i uporządkować

Pamięć przechowuje mniej lub bardziej szczegółowe doświadczenia przeszłości, aby mogły służyć do pokierowania naszym działaniem w przyszłości. „Nie sposób, rzecz prosta, spamiętać ich wszystkich, tym bardziej, że wiele z nich jest bez znaczenia i tylko niepotrzebnie obciążałyby pamięć. Ale sporo jest takich, które choć zmienne i niekonieczne,
często się powtarzają i uwarunkowują naszą działalność. Te należy przyjąć do pamięci zarówno zmysłowej, jak i umysłowej, i tak je tam uporządkować, aby były w każdej chwili do dyspozycji, gdy zajdzie potrzeba spełnić jakiś czyn w podobnych warunkach” – pisze
dominikanin o. Jacek Woroniecki (1878–1949).

Niezawodna i bezbłędna pamięć cechuje nielicznych. Przykładem osiągnięcia wyżyn w tym względzie jest potyczka szachowa „na ślepo”,

czyli bez spoglądania na szachownicę. A już szczególnym przypadkiem – rozgrywana w ten sposób symultana z wieloma rywalami naraz. Za najwybitniejszy (acz nie z największą liczbą przeciwników) uznaje się wyczyn byłego mistrza świata Aleksandra Alechina (1892–1946), który w 1925 roku zagrał w Paryżu na 28 szachownicach, wygrywając 22 potyczki, trzy przegrywając i tyleż samo remisując.

Na drugim biegunie znajdujemy jednostki, które właśnie w dziedzinie pamięci wybitnie niedomagają, gubią się nawet we własnym mieszkaniu, potykając się codziennie o ten sam próg. Niczym znany wszystkim dzieciom słoń Trąbalski, który miał wszystko słoniowe prócz pamięci: „Dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem, Może kto z panów wie, czego chciałem?”.

Zwykły śmiertelnik sytuuje się gdzieś w szerokiej przestrzeni zakreślonej przez oba ekstrema.

Dobrze zaopatrzony skarbiec

„Pamięć to pamiętnik, który stale nosimy ze sobą” – pisał irlandzki poeta i prozaik Oscar Wilde (1854–1900). Toteż potrzebna jest pewna doza wysiłku wychowawczego i samowychowawczego, by ów „diariusz doświadczeń” nie zionął pustką, ale i nie gromadził bezładu mało istotnych wspomnień czy wręcz szkodliwych traum. Zwłaszcza, że niektóre osoby cechuje skłonność do przechowywania w pamięci dosłownie wszystkiego, rzeczy dobrych i złych, a może przede wszystkim złych, oraz rozpamiętywania ich w nieskończoność, uprzykrzając życie sobie i innym. „Jak ćwiczyć pamięć, by umieć zapominać?” – chciałoby się powtórzyć za polskim aforystą Stanisławem Jerzym Lecem
(1909–1966).

Pamięć winna raczej stanowić dobrze zaopatrzony skarbiec, w którym deponujemy ważniejsze doświadczenia życiowe i łatwo je stamtąd wydobywamy, o ile zajdzie taka potrzeba. Za sprawne funkcjonowanie pamięci jesteśmy zawsze w pewnym stopniu odpowiedzialni, stąd w zwykłych okolicznościach zapominanie o tym, co należało pamiętać, nie może służyć za usprawiedliwienie. Oprócz zasadniczej roli, jaką pamięć odgrywa w ludzkim działaniu, wydaje się ona również doniosła ze względu na wykształcenie prawdomówności. Otóż zdarza się, że dziecko swe błędy i przewinienia tłumaczy krótką pamięcią. „Usprawiedliwianie się zapomnieniem tylko w wyjątkowych wypadkach może być uznane. Gdy się zdarza częściej, winno być traktowane jako niedbalstwo, a nieraz może być nawet poważną podstawą do podejrzenia o kłamstwo, o wykręcanie się tą drogą od winy” – uważa Woroniecki.

Pamięć zbiorowa

Pamięć o przeszłości to jeden z nieodłącznych aspektów człowieczeństwa. Prócz pamięci jednostkowej wyróżniamy pamięć zbiorową, zwaną też pamięcią społeczną, stanowiącą zespół wyobrażeń o przeszłości danej społeczności, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Barbara Szacka (ur. 1930) wysuwa na plan pierwszy dwie funkcje tej formy pamięci: tożsamościową i legitymizacyjną, co oznacza, że jest ona z jednej strony spoiwem danej zbiorowości, dostarczającym wartości i wzorów osobowych, z drugiej zaś – czynnikiem legitymizującym istniejący porządek społeczny.

Termin „pamięć zbiorowa” łączy się ściśle z pojęciami „kultura pamięci” (niem. Erinnerungskultur) i „polityka pamięci” (niem. Geschichtspolitik), które w ostatnich dekadach zrobiły dużą karierę. Określenia te wiążą się ze sobą, jednak nie są tożsame. Kultura pamięci to całokształt sposobów obchodzenia się z historią przez poszczególne grupy i jednostki. Obejmuje wszelkie formy prezentacji przeszłości, upamiętnianie ich oraz wkomponowywanie w przestrzeń publiczną i teksty kultury. Z kolei politykę pamięci, zwaną częściej polityką historyczną, należy rozumieć wężej – jako związaną z działaniem państwa
i instytucjonalizacją wyobrażeń o przeszłości. Oznacza to, że kultura pamięci danej społeczności istnieje nawet wtedy, gdy nie dysponuje ona własnymi organami państwowymi albo gdy te istniejące nie reprezentują jej wizji przeszłości.

Nauczycielka życia

Rzymski myśliciel Cyceron (106–43 p.n.e.) w swym dziele O mówcy (oryg. De oratore) pisał, że historia jest nauczycielką życia (łac. Historia est magistra vitae). Choć zapewne niejeden mógłby określić takie stwierdzenie mianem komunału, to jednak stanowi ono dla nas wartościową zachętę do wyciągania wniosków z błędów popełnionych w przeszłości oraz inspirowania się rozwiązaniami, które już kiedyś się sprawdziły.

Agregowana przez minione wieki mądrość pokoleń poucza nas, iż historia lubi się powtarzać. Tym bardziej więc pielęgnowanie pamięci, jednostkowej czy zbiorowej, wydaje się nieodzowne. Jak zauważył amerykański filozof i poeta George Santayana (1863–1952),„ten, kto nie pamięta przeszłości, będzie skazany na powtórne jej przeżycie”. Pragmatyczne. I jakże prawdziwe.

Gdzie jest Kmicic?

Publikowanie powieści w odcinkach na łamach prasy było w XIX wieku zwyczajem dość powszechnym. Czynili tak wszyscy: Bolesław Prus, Eliza Orzeszkowa, Józef Ignacy Kraszewski, nie wspominając o pomniejszych twórcach.

Henryk Sienkiewicz; fot. Wikipedia

Nie mogło być inaczej z Henrykiem Sienkiewiczem (1846–1916), który pisał tylko tyle, ile było konieczne do następnego numeru. W roku 1886, gdy ukazywały się kolejne odcinki jego powieści „Potop”, przyszły noblista przebywał akurat za granicą.

Wówczas to redakcja warszawskiego „Słowa” otrzymała od niego następującą depeszę: „Telegrafujcie, gdzie jest Kmicic? Zapomniałem i nie mogę dalej pisać. Sienkiewicz”.

Redaktor odtelegrafował: „Kmicic w Częstochowie wysadza armatę. Redakcja”.

Od tego momentu praca poszła już właściwym torem. Zresztą wiele lat później podobny problem wiązał się z potrzebą ustalenia miejsca pobytu Stasia i Nel podczas pisania powieści przygodowej „W pustyni i w puszczy”.

Leave a Reply