O kształtowaniu charakteru cz. 11. Domyślność, czyli o umiejętności kojarzenia faktów

Spaczonymi formami domyślności są podejrzliwość i pochopne rozgłaszanie swych domniemań; fot. pl.freepik.com

Kolejnym składnikiem cnoty roztropności jest domyślność (łac. sollertia). Polega ona na wyciąganiu słusznych wniosków tam, gdzie nie ma oczywistych danych. Sprawność ta chroni nas przed naiwnością w interpretowaniu zjawisk i zachowań innych osób. Doskonale ilustruje ją związek frazeologiczny „dodać dwa do dwóch”, który oznacza „skojarzyć ze sobą proste fakty i zorientować się w sytuacji”. Jednak problem w tym, że w wyniku tego prostego działania arytmetycznego niektórym zamiast czterech wychodzi 22.

Dojść do sedna

W pierwszym tomie Uniwersalnego słownika języka polskiego PWN czytamy, że czasownik „domyślić się”, ewentualnie „domyślać się”, oznacza „rozumując, znaleźć (znajdować) trafną odpowiedź na coś, przewidzieć (przewidywać), przeczuć (przeczuwać) coś, co może nastąpić; odgadnąć (odgadywać)”, jak w zdaniach: „Domyślam się, kim pan jest” albo „Nie domyślać się, o co chodzi”. Nie wspominając już o kobiecym „Domyśl się!”, które doprowadza niejednego mężczyznę do szewskiej pasji, zwłaszcza gdy tej lakonicznej deklaracji towarzyszy stanowczy foch.

Domyślność bazuje na trzech poprzednio omówionych elementach składowych cnoty roztropności. Otóż kto (1) pamięta, co mu się w życiu przytrafiło, kto (2) odznacza się zmysłem rzeczywistości i ma oczy szeroko otwarte na świat, wreszcie kto (3) liczy się z cudzym doświadczeniem, ten pomału nabierze umiejętności z niepozornych czynności, niekiedy ledwie odruchów, domyślać się głębszych motywów ludzkiego postępowania. Nie zawsze bowiem czyjeś intencje są dla nas jasne, bywają celowo ukryte albo wyjawiony jest tylko taki motyw, który ma nas wprowadzić w błąd. Trzeba wtedy zdobyć się na spory wysiłek, by dojść do sedna sprawy.

Spaczonymi formami domyślności są podejrzliwość i pochopne rozgłaszanie swych domniemań, co przywodzi na myśl starotestamentalną przestrogę, iż wielu osobom „domysły ich w błąd wprowadziły i o złe przypuszczenia potknęły się ich rozumy” (Syr 3,24).

Podejrzliwość

Wspomniany wyżej słownik definiuje podejrzliwość jako „skłonność do podejrzeń; nieufność, niedowierzanie”. W tym rozumieniu można odnosić się do kogoś lub czegoś z podejrzliwością albo – z drugiej strony – budzić czyjąś podejrzliwość.

Pominąwszy przypadki paranoicznych zaburzeń osobowości, kiedy to podejrzliwość przybiera formy patologiczne, każdemu z nas zdarza się niekiedy być podejrzliwym albo przynajmniej pogubić się w domysłach, czego ilustracją jest opowiadanie o człowieku, któremu zginęła siekiera. O kradzież posądził od razu syna sąsiada. Obserwował go dokładnie i doszedł do wniosku, że jego chód, wzrok, wszystko, co robi, wskazuje, że to właśnie on ukradł siekierę. Jakiś czas później znalazł zgubę pod stertą drzewa. Nazajutrz spotkał syna sąsiada, którego chód nie był już chodem złodzieja, a wzrok nie był wzrokiem złodzieja. Nic nie wskazywało, aby to on ukradł siekierę.

Czasem mamy do czynienia tylko z przypuszczeniem, poprzez które człek niezbyt lotny wyraża to, czego nie był w stanie ogarnąć umysłem, przydając sobie pozór wtajemniczenia. Do takiej postawy odniósł się ironicznie pułkownik z Kłopotów babuni autorstwa Bolesława Prusa (1847–1912):

„Wprawdzie niektórzy powieściopisarze, mający o swej domyślności bardzo pochlebne wyobrażenie, sądzą, że z jednego słowa, z jednego ruchu, a nawet ze sposobu noszenia butów odgadnąć można zamiary i charakter człowieka. Otóż mocno byłbym obowiązany, gdyby mi który z tych tak szczęśliwie od natury uposażonych panów dowiódł w sposób popularny, czego na przykład domyślać się była powinna majorowa z ukłonu, jaki na pożegnanie złożył jej Markierowicz. Bo ja przynajmniej, oprócz tego, że nasz kochany gospodarz używa wykrzywionych obcasów, nic więcej odgadnąć nie mogłem”.

Pochopne rozgłaszanie domysłów

Lekkomyślny osąd ma nierzadko przełożenie na podejmowanie błędnych decyzji, a jedną z nich bywa pochopne rozgłaszanie swych domysłów. Gotowi jesteśmy wypowiadać się na czyjś temat bez liczenia się z konsekwencjami, jakie to może nieść ze sobą, nie uzmysławiając sobie nawet, że kiedy rzucimy pierwszy kamień, wówczas inni w swej anonimowej masie przyłączą się do rytualnego kamieniowania. Jakiż to problem w dobie mediów społecznościowych?

Filip Neri (1515–1595), włoski duchowny katolicki, jeden z przywódców kontrreformacji, pewnej hrabinie, która nie mogła sobie poradzić z plotkowaniem, miał kazać za pokutę rozrzucić na wietrze worek pierza. Po jakimś czasie kobieta wróciła z tym samym problemem. Kaznodzieja zadał jej wtedy „odwrotną” pokutę: zebrać rozrzucone pióra. Penitentka zrozumiała naukę i odtąd zaprzestała rozsiewania fałszywych informacji.

Kwestie wychowawcze

Człowiek winien wystrzegać się podejrzliwości i zbyt pochopnego rozgłaszania swych przypuszczeń. Jednak nie można oczekiwać, by stronił od wszelkich domysłów i nie kierował się nimi w swym postępowaniu, zwłaszcza że brak domyślności świadczyłby o niedomaganiu samej roztropności jako cnoty.

Dlatego w pracy wychowawczej również tę właściwość trzeba należycie rozwijać poprzez pobudzanie wychowanka do obserwowania ludzkiego zachowania i refleksji nad nim. Tym sposobem wykształci on w sobie umiejętność sądzenia spraw ludzkich, dzięki czemu sprawniej pokieruje własnym życiem. Dominikanin o. Jacek Woroniecki (1878–1949) pisze, że „kto głębiej wnika w sprężyny czynów ludzkich, ten wnet się spostrzeże, jak wielką rolę odgrywa w życiu społecznym zawiść i jak należy unikać wszystkiego, co ją może wzbudzić, albo też jak bardzo ludzi zobowiązuje wdzięczność za wyświadczenie drugim dobrodziejstwa, nieraz więcej niż dobrodziejstwa im samym wyświadczone”.

Z trudem doszlibyśmy do takich konstatacji drogą wyłącznie teoretycznych dywagacji. Możliwe jest to przede wszystkim poprzez obserwację współcześnie nam żyjących bądź wczytywanie się w biografie postaci historycznych, co do których niekiedy nawet łatwiej jest wydać jednoznaczny osąd. Tak czy owak, nauka historii i literatury to doskonałe pole do podobnych przemyśleń, o czym nadmieniliśmy już wcześniej przy omawianiu innego składnika cnoty roztropności, jakim jest pamięć.

O lwie, ośle i lisie

Lew, osioł i lis urządzili sobie wspólne polowanie. Wrócili z niezłym „bagażem”. Wtedy lew zlecił osłowi podział łupu. Osioł w swej naiwności podzielił zdobycz na trzy równe części i zaproponował królowi zwierząt:

Wybierz sobie tę kupkę, którą chcesz!

Lew wtedy wpadł w taki szał, że rozszarpał i „skonsumował” osła na miejscu. A potem zwrócił się z tym samym zleceniem co wyżej do lisa. Ten złożył wszystko, co upolowali na wielki stos. Sobie zostawił tylko parę kości. Potem, wskazując na kupę padliny, powiedział do lwa:

To należy do ciebie.

Lew, widząc takie zachowanie lisa, zapytał:

Kto cię nauczył takiego podziału?

Los osła – odpowiedział grzecznie lis.

(na podst. Kazimierz Wójtowicz, Opowiastki, Wrocław 1993, s. 117)

Leave a Reply