Politechnika Lwowska

W drugiej części naszej opowieści o Lwowie przybliżę najważniejsze zabytki miasta. Udamy się na Cmentarz Łyczakowski, gdzie m.in. spoczywają Orlęta Lwowskie, Maria Konopnicka i wybitny matematyk Stefan Banach. Zajrzymy do Opery Lwowskiej oraz grekokatolickich i ormiańskich świątyń. Przespacerujemy się na Wzgórze Zamkowe i rynek oraz zajrzymy na specyficzne miejskie targowiska.

Ile czasu potrzeba, aby zwiedzić Lwów? Jest to sprawa dyskusyjna i zależy zarówno od naszych możliwości, jak i od sposobu zwiedzania. W jeden dzień możemy szybko zobaczyć w zarysie najważniejsze miejsca w mieście. Jeśli chcemy dokładniej poznać najważniejsze zabytki potrzeba około 2-3 trzech dni. Dla osób, które chciałyby poznać Lwów dokładniej i poczuć jego charakter, wskazany jest pobyt przynajmniej pięciodniowy. Jak wspomniałem w poprzedniej części, miałem okazję zwiedzać Lwów przez tydzień i nie udało mi się zobaczyć wszystkiego, co chciałem. Pod względem ilości zabytków Lwów można porównać do Gdańska czy Krakowa. Mogą więc państwo oszacować czas, jaki należy przeznaczyć na wycieczkę do „perły Galicji Wschodniej”.

Co koniecznie trzeba zobaczyć?

Po pierwsze rynek starego miasta oraz niedaleko znajdująca się Opera Lwowska. Po drugie chociaż kilka lwowskich kościołów, najlepiej różnych wyznań. Trzecim obiektem, który każdy Polak powinien odwiedzić jest Cmentarz Łyczakowski. Wymieniłem go na tej pozycji tylko dlatego, że jest trochę oddalony ok. 4 km od samego centrum. Jeśli będziemy tylko jeden dzień, prawdopodobnie niewiele więcej będziemy w stanie zobaczyć.
Cmentarz Łyczakowski jest jedną z najważniejszych polskich nekropolii i można go porównywać do Cmentarza Rakowieckiego w Krakowie, Warszawskich Powązek czy Cmentarza na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. Można do niego dojechać transportem miejskim lub własnym. Innym rozwiązaniem jest dojście tam na piechotę. Ja wybrałem tę ostatnią opcję, ze względu na możliwość zwiedzania po drodze. Idąc na cmentarz przypadkowo trafiłem na kilka budynków Uniwersytetu Medycznego. Szczególnie te przedwojenne robiły ogromne wrażenie. Ogólnie przedwojenne budynki lwowskich uczelni są bardzo stylowe (zwiedzałem również uniwersytet oraz politechnikę) i należą do najpiękniejszych, jakie do tej pory widziałem. Sam cmentarz położony jest na wzgórzach i jest jednym z najstarszych w Europie (założony w 1786 r.).
Nekropolię można podzielić na cztery części. Jedna z nich jest usytuowana na lewo od głównego wejścia, poza ogrodzeniem cmentarza, osobna nekropolia żołnierzy UPA. Wygląda na to, że ta część jest w fazie budowy i prawdopodobnie ma docelowo stanowić osobny cmentarz wojskowy. Główna część cmentarza składa się z części cywilnej i dwóch położonych koło siebie cmentarzy wojskowych: polskiego (Orląt Lwowskich) oraz ukraińskiego (Armii Halickiej). Oba cmentarze wojskowe związane są z walkami o Lwów, które miały miejsce po zakończeniu I wojny światowej. Polski powstał w okresie II Rzeczypospolitej i upamiętnia polskich obrońców Lwowa. Po drugiej wojnie światowej był systematycznie niszczony i dopiero niedawno został odnowiony.

Jego odbudowa nie do końca podobała się obecnym władzom Lwowa, czego symbolem są obecnie zasłonięte posągi lwów. Spotkani na cmentarzu polscy opiekunowie cmentarza ostrzegali nas, żeby nie próbować zaglądać pod drewniane ogrodzenia tych pomników, ponieważ tego typu działania są odbierane przez władze jako antyukraińskie akcje polityczne.

Obok Cmentarza Orląt Lwowskich został w ostatnich latach usytuowany ukraiński cmentarz wojskowy, gdzie pochowani zostali żołnierze tej nacji polegli w walkach o Lwów. W przeciwieństwie do części wojskowej, cmentarz cywilny jest dość zaniedbany. Część grobów jest mocno zniszczona. Tylko niektóre pomniki są w dobrym stanie. Na cmentarzu spoczywa wielu zasłużonych Polaków. Wystarczy wspomnieć o takich osobach jak pisarki: Gabriela Zapolska, Maria Konopnicka czy matematyk Stefan Banach. Szkoda, że nie udało się znaleźć wystarczającej ilości pieniędzy na odnowienie części cywilnej.

Jeśli chcemy zwiedzić Cmentarz Łyczakowski, warto zaopatrzyć się w plan. Można go znaleźć w internecie lub kupić w kasie nekropolii. Niedaleko głównego wejścia znajduje się większość najważniejszych grobów cywilnych. Dla mnie jednym z kluczowych punktów zwiedzania było odwiedzenie dość niepozornego grobu, w którym spoczywa Stefan Banach.

Nie bez powodu uważany jest on za najwybitniejszego polskiego matematyka wszechczasów. Był jednym z twórców lwowskiej szkoły matematyki. Z jego nazwiskiem związane jest pojęcie przestrzeni Banacha, znanej matematykom na całym świecie (w zasadzie jedyna nazwa w matematyce ogólnoświatowej związana z polskim nazwiskiem).

Po zwiedzeniu dolnej części cmentarza warto obejrzeć najstarsze groby, niektóre jeszcze z XVIII w., a następnie udać się na Cmentarz Orląt, najlepiej mniej uczęszczanymi alejkami. Dopiero wtedy zauważymy ogrom zaniedbań części cywilnej. Na szczęście Cmentarz Orląt odtworzony został w dużej mierze w stanie przedwojennym. Warto porozmawiać z jego polskimi opiekunami oraz obejrzeć małą wystawę poświęconą odbudowie. Wtedy zrozumiemy, jak bardzo zniszczona była ta część cmentarza w okresie sowieckim.

Opera Lwowska i Aleja Wolności

Wizytówką miasta jest eklektyczny budynek Opery Lwowskiej. Zamyka on z jednej strony reprezentacyjny bulwar – aleję Wolności. Opera Lwowska, w okresie międzywojennym nosząca nazwę Teatru Wielkiego, jest przepięknym gmachem, którego budowę rozpoczęto w 1897 r., a zakończono w 1900 r. Przypomina Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Operę można zwiedzać w godzinach, w których nie odbywają się spektakle. Wnętrza robią duże wrażenie, szczególnie sala lustrzana. Dodatkową atrakcją, jaką miałem szczęście zobaczyć, były wieczorne pokazy typu światło-dźwięk wyświetlane na wejściowej elewacji Opery Lwowskiej.

Po zwiedzeniu budynku opery, warto przejść się Aleją Wolności, aż do pomnika Adama Mickiewicza. Na tym odcinku to bulwar przypominający trochę krakowskie planty z tą różnicą, że w Lwowie część spacerowa otoczona jest z obu stron ulicami i pięknymi przedwojennymi kamienicami. W niektórych z nich zlokalizowane są luksusowe hotele. Przed wojną Aleja Wolności nosiła nazwę Wałów Hetmańskich.

Rynek i okolice

Niedaleko Alei Wolności znajduje się rynek z ratuszem miejskim, wzniesionym w połowie XIX w. Na rynku znajduje się również wiele ciekawych kamieniczek. Z najważniejszych należy wymienić Czarną Kamienicę i Kamienicę Królewską. Niestety w czasie mojego pobytu Czarna Kamienica była remontowana i zobaczyć mogłem jedynie jej obraz umieszczony na płótnie zakrywającej remontowany obiekt. Na szczęście mogłem zwiedzić Kamienicę Królewską, zwaną małym Wawelem. Nazwa ta pochodzi od arkadowego dziedzińca, będącego pomniejszoną wersją wawelskiego. Warto przynajmniej zajrzeć na dziedziniec, a jeśli wystarczy czasu zwiedzić również część muzealną.

Będąc na rynku powinniśmy zwrócić uwagę na fontanny znajdujące się w jego narożach. Na samym rynku i w jego najbliższej okolicy znajdziemy również wiele interesujących muzeów tematycznych. Ja zwiedziłem muzeum farmacji, znajdujące się w starej aptece. Pół godziny spędzone tam na pewno nie było straconym czasem, mimo że akurat ta tematyka nie jest mi zbyt bliska. Rynek otaczają klimatyczne uliczki starego miasta. Wskazane jest przespacerować się przynajmniej kilkoma. Mamy w ten sposób szansę poczuć klimat starego Lwowa.
Będąc w tej okolicy nie można nie zwrócić uwagi na dużą liczbę kościołów. Jest ona nawet większa niż w naszych miastach. Ilość kościołów lwowskich związana jest z religijnym zróżnicowaniem przedwojennego Lwowa. Najważniejszymi obiektami sakralnymi w okolicy rynku są: Katedra Łacińska, Katedra Ormiańska, Kaplica Boimów i chociaż jedna z cerkwi. Katedra Łacińska, czyli właściwie Bazylika Archikatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, jest jedną z ostatnich pozostałych w tym mieście świątyń rzymskokatolickich. Budowę jej rozpoczęto ok. 1370 r., za czasów króla Kazimierza III Wielkiego. Jest to obiekt czynny, w którym odbywają się msze w języku polskim. Obok katedry znajduje się Kaplica Boimów, jedyna pozostawiona kaplica grobowa dawnego cmentarza. Wartą ją obejrzeć chociażby z zewnątrz. Zwiedzanie wnętrza jest możliwe za opłatą, nie zawsze jednak jest otwarta.

Bardzo ciekawym obiektem, znajdującym się niedaleko rynku jest Katedra Ormiańska zbudowana w XIV w. przez miejscowych Ormian i przez większość swojego istnienia stanowiła ośrodek biskupstwa ormiańskiego (Kościół katolicki obrządku ormiańskiego). Dla nas jest tym bardziej ciekawa, że Kościół ormiański, należący do wschodnich kościołów katolickich w Polsce jest mało znany. Nie wolno mylić go zarówno z prawosławiem, jak i grekokatolicyzmem, które są dominującymi religiami na Ukrainie.

Przechadzając się po starym mieście warto zajrzeć jeszcze do kilku innych świątyń. W większości są to przejęte przez cerkiew grekokatolicką dawne Kościoły rzymskokatolickie. Pewną ciekawostką, będącą oznaką współczesności, są znajdujące się w tych świątyniach tablice z wywieszonymi zdjęciami poległych w Donbasie mieszkańców Lwowa. W centrum można również natrafić na zaniedbane byłe kościoły, które w okresie sowieckim pełniły bardzo różne funkcje, np. były magazynami, a do dziś nie zostały przywrócone ich funkcje sakralne.

Wijące się schody Kasyna Szlacheckiego

Po zwiedzeniu okolic rynku znajdujących się na wschód od alei Wolności, warto również zwiedzić obszar na zachód od niej. Znajduje się tu również wiele ciekawych zabytków, niestety trochę oddalonych od siebie. Na wycieczkę po tym terenie poświęciłem cały dzień. Najwięcej osób zwiedza neorenesansowy Pałac Potockich, wzniesiony pod koniec XIX w. Dziś mieści Lwowską Galerię Sztuki i jest rezydencją prezydenta Ukrainy we Lwowie.

Niedaleko Pałacu Potockich znajduje się łatwy do przeoczenia budynek Zakładu Narodowego im. Ossolińskich czyli Ossolineum. Został otwarty w 1827 r. i tam miał swoją siedzibę do II wojny światowej. Obecnie w dawnym budynku Ossolineum znajduje się Biblioteka im. Stefanyka zawierająca niektóre pozycje z polskich zbiorów przedwojennych.

Z okolic Pałacu Potockich udałem się w kierunku dworca kolejowego. Po drodze mijałem budynki Uniwersytetu Lwowskiego oraz dawny Park Kościuszki, obecnie noszący nazwę Iwana Franki. Kolejnym zwiedzanym zabytkiem był Archikatedralny Sobór św. Jura. Zbudowany w latach 1744-1772 w stylu rokokowym jest jednym z ciekawszych obiektów sakralnych Lwowa. Od początku funkcjonował jako świątynia grekokatolicka. Jak już wspominałem, większość obecnych cerkwi grekokatolickich we Lwowie budowanych było jako świątynie katolickie, co widać po architekturze.

Po zwiedzeniu soboru wstąpiłem na teren Politechniki Lwowskiej. W ten sposób, odwiedzając zarówno politechnikę jak i uniwersytet, mogłem podążać ścieżkami matematyka Stefana Banacha. Z Politechniki udałem się w stronę budynku dworca kolejowego, po drodze mijając jeszcze (zupełnie przypadkiem) pomnik Stefana Bandery, jednego z przywódców ukraińskich nacjonalistów w czasach II wojny światowej. W ten sposób miałem okazję przypomnieć sobie bardziej współczesną Ukrainę. Najdalszym punktem wycieczki był dworzec kolejowy, o którym już wspominałem w poprzedniej części artykułu. Obiekt wart zobaczenia zarówno od zewnątrz jak i od środka. Wracając do centrum miałem jeszcze okazję zobaczyć dość rzadki budynek stałego cyrku oraz obejrzeć długie, wijące się drewniane schody dawnego Kasyna Szlacheckiego. Jego nazwa wywodzi się stąd, że bywali w nim bogaci ziemianie, hodowcy koni.

Czekolada Poroszenki

Będąc we Lwowie dobrze jest poczuć trochę współczesnego jego klimatu. Polecam spacer na Wzgórze Zamkowe. Droga nie jest może zbyt piękna, ale panorama miasta, którą można podziwiać ze szczytu wynagradza trudności dojścia. Będąc na szczycie wzgórza, możemy podziwiać z jednej strony widok na centrum i stare miasto, a z drugiej panoramę nowej części Lwowa (która w dużej części jest postsowieckim blokowiskiem).
Inną ciekawostką, na którą zwróciłem uwagę, były wystawy sklepów firmy Roshen, która jest największym na Ukrainie producentem wyrobów cukierniczych. Bardzo przypominały mi sceny z filmu „Charlie i fabryka czekolady”. Chociaż smakiem wyrobów firma ta (jej założycielem był Petr Poroszenko, obecny prezydent kraju) raczej nie wygrałaby z Wedlem, to wystawami owszem.

Ostatnią rzeczą, na którą radzę zwrócić uwagę zwiedzającym Lwów są tamtejsze targowiska. W centrum są takie dwa. Handel odbywa się zarówno na części targowej, jak i na okolicznych ulicach. Klimatem targi te przypominają nasz Stadion Dziesięciolecia w Warszawie. Można tam kupić prawie wszystko – od produktów spożywczych, przez królujące wszelkiego typu podróbki, aż po regionalne wyroby ludowe. Ja kupiłem od starszej wieśniaczki ser z mleka prosto od krowy oraz ręcznie haftowany obrus .

Krzysztof DŁUTEK matematyk, wykładowca Instytutu Studiów Podyplomowych w Tychach, pasjonat podróżowania

Dodaj komentarz