Młody nauczyciel o pracy w zawodzie. Oczekiwania a rzeczywistość

Przemyślenia młodego nauczyciela: "Dzień Świra" czy "hakuna matata"; fot. ilustracyjne - pl.freepik.com

Jest! Zrobiłaś to! Nie tylko skończyłeś studia (i pewnie kilka dodatkowych kursów), ale też znalazłaś pracę w szkole. Ciągle pamiętasz wspaniałą panią Barbarę z matematyki (to dzięki niej dzisiaj uczysz), ale i biolożkę („Takim nauczycielem to ja nie będę”). Skonfrontujmy oczekiwania z rzeczywistością…

Długie wakacje!

Wybrałeś tę pracę, bo wypłata nie najwyższa, ale przecież wakacje, ferie i inne dni wolne. Ciągle wolne! Nauczyciele to jedna z grup zawodowych z najdłuższym urlopem i wszyscy o tym wiedzą (tyle jest memów na ten temat).

Tak jest, ale tylko pod jednym warunkiem – że pracujesz w szkole publicznej. Tutaj obowiązuje słynna Karta Nauczyciela. Jeśli trafisz do szkoły niepublicznej (prywatnej lub społecznej), długość twojego urlopu będzie regulował Kodeks pracy oraz decyzje dyrekcji. W praktyce możesz mieć wolne wakacje lub ich część, ale wcale nie musi tak być. Zadaj pytanie o długość urlopu w placówce, nim podpiszesz umowę.

Money, money, money

To drugi element, który często pojawia się w dyskusjach o zawodzie nauczyciela.

Jedni przypomną sobie słynną scenę liczenia pieniędzy z “Dnia Świra”. Inni mówią, że w sumie za tak małą liczbę godzin wypłata jest całkiem dobra. Jak jest naprawdę?

Spróbuję krótko wyjaśnić, od czego zależy wynagrodzenie nauczyciela i ile tak naprawdę zajmuje jego praca. Kluczowe jest pensum. To pojęcie oznacza liczbę lekcji, które musi przeprowadzić każdy nauczyciel w ramach jednego etatu. Aktualnie wynosi ono 18 godzin lekcyjnych tygodniowo. To właśnie od tej liczby wyznaczane są stawki dla nauczycieli na kolejnych stopniach awansu.

Na początku jesteś stażystą i twoja kwota podstawowa to 2949 zł. Dobra wiadomość jest taka, że średnie wynagrodzenie jest trochę wyższe i wynosi 3537,80 zł. Jednak pensum to nie jedyne obowiązki, jakie musisz wykonać. Nie myślę tutaj nawet o przygotowaniu lekcji, sprawdzaniu prac uczniów, dyżurach na przerwach i wypełnianiu dokumentów…

Oprócz pensum obowiązuje cię również tradycyjny, czterdziestogodzinny tydzień pracy, w którym będą odbywały się między innymi spotkania rady pedagogicznej, wywiadówki, konsultacje, zebrania różnorodnych komisji i wszystko, co jeszcze zaplanuje dyrektor.

Oprócz pensum, nauczyciela obowiązuje również tradycyjny, czterdziestogodzinny tydzień pracy; fot.pl.freepik.com

Możesz również otrzymać dodatkowe obowiązki, jak przygotowanie imprez, prowadzenie szkolnych mediów, przygotowanie zestawień i dokumentów. W praktyce może oznaczać to, że dwóch nauczycieli otrzymujących to samo wynagrodzenie spędza w pracy znacząco różną liczbę godzin.

Samo wynagrodzenie mocno zależy również od wysokości dodatków, a tych istotnych jest co najmniej kilka (dodatek motywacyjny, funkcyjny, wiejski itp.) Na pewno ucieszy cię, że tak jak inni w budżetówce, dostaniesz trzynastkę. Wszelkie te kwoty mocno różnią się w zależności od tego, jak bardzo samorząd lokalny docenia edukację. I na koniec – jeśli znalazłeś pracę w szkole niepublicznej, zapomnij o tych rozważaniach. Stawki oraz czas pracy negocjuj z dyrektorem. Tutaj obowiązują zasady jak w każdym przedsiębiorstwie.

Mam doświadczenie, wiedzę i pomysł

No właśnie… Kolonie, świetlice i organizacje społeczne… Oto mój przykład. Przychodząc do szkoły wydawało mi się, że jestem naprawdę doświadczony. A jednak szkoła rządzi się swoimi zasadami.

Oprócz własnej wyobraźni, twoją codzienną pracę będą regulowały m.in. podstawa programowa (zakładam, że znasz ją na pamięć) i program nauczania.

Ten ostatni niby wybierasz sam(a), ale w praktyce może się okazać, że… No wiesz… Ten jeden jest właściwy, sprawdza się i możesz wybrać inny podręcznik, ale dopiero za rok, dwa.

System punktuje głównie wyniki egzaminów zewnętrznych i konkursów, czyli to, co kuratorium może zbadać swoim „szkiełkiem i okiem”. Czy musisz się temu poddawać? Niekoniecznie. Z pewnością pomoże ci asertywność oraz jasne wytyczenie własnych celów. Z czasem znajdziesz własny sposób, dzięki któremu i system będzie syty, i uczeń cały.

Reformy

Są uciążliwe i niewygodne. Obojętnie, czy mówimy o dłuższych damskich gaciach (taki suchar) czy „ulepszeniach” wprowadzanych przy okazji prawie każdej zmiany ministra edukacji.

Wielu nauczycieli zgodzi się z tym, że reformy to najczęściej burza w szklance wody.

Mniejsze czy większe modyfikacje zazwyczaj nie mają bezpośredniego wpływu na prowadzone przez ciebie zajęcia. Bywa, że sprowadzają się do zmian w nazewnictwie (np. półrocze zamiast semestru) i produkcji kolejnych dokumentów. Te ostatnie najlepiej trzymaj w jednym miejscu, w formie elektronicznej, dzięki temu zmiany będą mniej dotkliwe. Poza tym po prostu rób swoje.

Szanowne koleżanki i koledzy!

Jeszcze w szkole średniej pokój nauczycielski był dla ciebie tajemniczym miejscem, gdzie te wszystkie oryginały jakoś funkcjonowały razem. Teraz jesteś jednym z nich. Oczywiście jak w każdej pracy możesz trafić na lepsze czy gorsze towarzystwo.

Jeśli masz taką możliwość, pytaj o wszystko. Większość twoich bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów chętnie przyjmie pozycję mentora (przecież to nauczyciele). Sprzedadzą ci kilka sprawdzonych pomysłów oraz poradzą np. w sprawie szkolnej dokumentacji. Tej zawsze jest sporo, ale jej ilość może mocno zależeć od tego, jak dyrektor interpretuje przepisy.

Uzbrojony i niebezpieczny?

Przeczytałeś masę informacji, książek, doniesień na temat światowych trendów w edukacji, pedagogice i psychologii. Wiesz, że np. tradycyjne oceny wcale nie są potrzebne i doskonale orientujesz się w tym, jak pracują twoi fińscy koledzy.

Chcesz stanąć po Jasnej Stronie Mocy i wyciągnąć swoich uczniów z dziewiętnastowiecznego, pruskiego systemu nauczania. Niech moc będzie z Tobą młody padawanie, ale przygotuj się na spory opór.

Wbrew powszechnej krytyce, nasz staroświecki system jest dla wielu osób naturalny, a wszystkie prawdziwe zmiany potrzebują czasu. To nie tylko kwestia przyzwyczajeń dyrekcji i nauczycieli, ale również mentalności rodziców i samych uczniów. Najlepiej najpierw poznaj środowisko, w którym pracujesz, a potem testuj wszelkie nowinki. Nie odpuszczaj, ale pamiętaj, że niewiele zdziałasz bez współpracy z innymi. Oczywiście szkoły niepubliczne są zdecydowanie bardziej chętne do rewolucji. 

Jestem specjalistką w mojej dziedzinie

Czy coś może pójść nie tak? Jasne! Nie zapomnij o jednym z praw Murphy’ego: „Jeżeli coś może się nie udać, to się nie uda”. Znajomość swojego przedmiotu to oczywiście podstawa. Niewiele osób będzie szanowało nauczyciela, który nie wie, o czym mówi. Jednak jeszcze ważniejsze jest to, czy potrafisz tę wiedzę sprzedać. Oczywiście w ekskluzywnej szkole średniej twoja wiedza może być ważniejsza od umiejętności wychowawczych, ale w podstawówce będzie odwrotnie.

Powtórz sobie informacje z kursu pedagogicznego, a jeszcze lepiej rozmawiaj ze znajomymi, którzy mają dzieci w wieku twoich uczniów. Czasami utnij sobie pogawędkę z samymi milusińskimi. Zdarza się, że wiele ambitnych planów serwowanych czwartoklasistom musi ustąpić przed ich tempem pisania i rozwiązywania zadań oraz faktem, że nikt ich wcześniej nie nauczył pracy w grupie. Nie zapomnij, że w zależności od wieku dzieci mają odmienny czas koncentracji. Nie daj się pokonać biologii.

Wujek dobra rada

Nie wiem, jaki jest twój temperament i jak dogadujesz się z innymi, ale dobra komunikacja to połowa sukcesu. Szczególnie kiedy masz do rozwiązania problemy wychowawcze. Dzięki dogadaniu się z innymi nauczycielami dużo łatwiej rozpoznasz potrzeby podopiecznych i odpowiednio zareagujesz.

Twoimi sojusznikami są również rodzice i uczniowie. Ci pierwsi to najlepsi specjaliści w sprawie konkretnego dziecka. Nawet jeśli są mocno roszczeniowi, to rozmawiaj, tłumacz, bądź asertywny, ale nie lekceważ ich.

Pytaj o zdanie również swoich podopiecznych. Zobaczysz, jak wiele mogą dać krótkie rozmowy prowadzone w czasie przerw. Nie obrażaj się na to, że na samym początku będą cię „próbować”. Wyluzuj i konsekwentnie testuj różne metody. Na pewno, tak jak twoi uczniowie, popełnisz masę błędów, ale i oni, i ty, macie do tego prawo. Dystans do siebie i innych oraz poczucie humoru nie zastąpią profesjonalizmu i pozytywnej dyscypliny (pewnie znałeś takich „fajnych” nauczycieli niczego), ale mogą sporo pomóc.

Głowa do góry!

Możliwe, że czytając ten tekst pomyślałaś, że albo autor jest strasznym malkontentem (to fakt, ale wolę określenie realista), albo praca w szkole to ciągłe przeszkody. Jak mawiał klasyk: „Hakuna matata” (z języka suahili: spokojnie, wyluzuj).

Pracujesz z ludźmi, możesz realizować swoje pasje w pracy oraz mieć realny, dobry wpływ na innych… i te wakacje! Czy można chcieć więcej? Może poza podwyższeniem wynagrodzenia nauczyciela stażysty, no ale to przecież już dawno sprawdziłeś. Powodzenia!

Janek, nauczyciel po trzydziestce z siedmioma latami doświadczeń w szkole

Materiał powstał w ramach cyklu #WiedzaChallenge prowadzonego przez Instytut Studiów Podyplomowych.

 

 

3 KOMENTARZE

  1. Praca jako nauczyciel do łatwych nie należy. Znam wiele osób, które uważa, że pensja nauczyciela jest zdecydowanie za wysoka. Szkoda, że nie znają zakresu pracy, ale również tego z czym nauczyciele mierzą się na co dzień:
    -nie mogą zwrócić uwagi, bo od razu rodzic przyjdzie upomnieć (dziecko ma rację)
    -dzieci w czasie pandemii mierzą się i z depresją, ale również z wysokim egoizmem – właśnie na ten temat dyskutowaliśmy na placu zabaw z innymi pedagogami (co się stało z dzieciakami w czasie pandemii).

    Pensja nauczycieli i pedagogów jest zdecydowanie za niska – w żaden sposób nie motywuje, by te lekcje miały być urozmaicone i kreatywne dla dzieci.

    Pensje nadmienione 2949 stażysta
    Koleżanka p. M – stażysta pensja 1900 netto
    Koleżanka p. K – 5 lat pracy pensja 2200 netto…

    Smutne to jest…

  2. Wypowiem się z perspektywy pracy niemieckiego nauczyciela, bo w niemieckiej oświacie pracuję od prawie 10 lat (nauczanie tzw. zintegrowane czyli Gesamtunterricht, Nadrenia-Palatynat, szkoła podstawowa Grundschule obejmująca 4 klasy). Pensum godzinowe niemieckiego nauczyciela wynosi 39 godzin tygodniowo. Przy czym średnio 20-22 godziny to godziny tzw. „tablicowe” (uwaga: do czasu „tablicowego” wlicza się czas dyżurów na przerwach!), cała reszta godzin to PŁATNY czas na przygotowanie do zajęć. Nie, nie trzeba spędzać go w szkole i praktycznie nikt tego nie robi. Ferie średnio co 6-8 tygodni. Nie, w ferie nie ma żadnych dyżurów czy opieki nad dziećmi. To obowiązek gminy, nie szkoły. Opieka feryjna jest płatna, gmina zatrudnia do tego personel (nie, nie są to nauczyciele!) i mu za to płaci. Nie ma w ferie rad, posiedzeń, rada jest przeważnie jedna: w ostatni dzień letnich ferii. Nauczyciele nie przygotowują uroczystości, akademii, dyskotek, nie ma „apeli” i tym podobnych. Szkoła ma za zadanie uczyć, od zapewnienia rozrywek są rodzice. Nie ma poprawiania ŻADNEJ oceny. Dostałeś niedostateczny, to go masz. Nie ma zabierania dziecka na wczasy w maju lub wrześniu. Nauczyciel ma masę dodatkowych bonusów, np. zniżki w ubezpieczeniach (w tym OC i AC) a nawet preferencje w kredytach. O takich warunkach polski nauczyciel może na razie tylko marzyć. Ludzie nie mają pojęcia jak funkcjonują sąsiednie systemy oświaty, zachwycają się nimi i dają je za wzór. W Niemczech matury nie zdaje ok 2-3% uczniów. W Polsce coś około 20%. Z matmy bodajże jeszcze więcej. ALE: segregacja uczniów spełniających wymogi maturalne dokonuje się już na poziomie 4-6 klasy! Jeżeli uczeń na tym poziomie nie ma odpowiednich wyników, odpowiednich ocen z przedmiotów głównych (niemiecki, matematyka, język obcy), to zwyczajnie nie idzie dalej do „liceum”, które u nas zaczyna się od 7 klasy, w niektórych landach już od 5. I nie ma tutaj nic do rzeczy „chcenie” rodziców! Nie każdy musi mieć maturę, co tutaj jest oczywistością. Ocen jest bardzo mało, 2-3 prace klasowe na semestr. Jak już pisałam, nie ma absolutnie żadnej możliwości poprawienia oceny. Ocena za aktywność podczas zajęć stanowi 1/3 oceny ogólnej z przedmiotu. Regulamin szkolny jest bardzo wyśrubowany, w odróżnieniu od polskiego, gdzie obowiązki ma praktycznie tylko nauczyciel, uczeń zaś ma tylko prawa. Np. mamy prawo zawiesić ucznia w jego obowiązkach i prawach, tzn. musi na określony czas, zazwyczaj kilka dni, zostać w domu. I to na rodzica spada obowiązek zapewnienia mu opieki. I stosuje się to już od najwcześniejszych klas podstawówki. Jeżeli dziecko źle się zachowuje, przeszkadza innym, pyskuje, to RODZICE mają na nie wpłynąć. Szkoła ma też możliwość ustanowienia dla takiego ucznia opiekuna, np. kogoś z jego rodziny i tylko w obecności tegoż opiekuna uczeń ten ma prawo uczestniczyć w zajęciach szkolnych. Podpisując zgodę na wycieczkę, podpisuję również zobowiązanie, by NATYCHMIAST i bezzwłocznie odebrać moje potomstwo (nawet jeżeli są na wycieczce nad Morzem Północnym, 700 km od nas!), gdyby ono odpowiednio do oczekiwań się nie zachowywało, np. spożywało alkohol. Jeżeli uczeń niepełnoletni konsumuje alkohol, wówczas jest odstawiamy do szpitala albo na policyjną izbę dziecka i tam czeka na odbiór. Proste. Kropka. I NIKT z tym nie dyskutuje! Nie ma dzienników elektronicznych, wywiadówka raz na rok i trzeba się na nią jako rodzic zapisać. Dlatego w polskiej oświacie już chyba bym się nie umiała odnaleźć.

  3. Tyle, że większość nauczycieli ma ponad 20 letni staż pracy i awans największy z możliwych, co oznacza podstawę 4000 i 20% stażowego co daje 4800 brutto w szkole publicznej. Moim zdaniem jest to bardzo dobre wynagrodzenie. Dodając 13 pensje dojdziemy do 70k obowiązkowego rocznie. Oczywiście większość ma jakieś dodatkowe godziny czy zastępstwa. Jak na taką pracę to całkiem dobra pensja za 18h przy tablicy czy dla wuefisty.

Leave a Reply