Kanon lektur – ciągła reforma, brak zmian. Co zrobić, aby książki nie były dla uczniów nudne

Specjaliści zwracają uwagę, że dzieciom zaleca się czytanie utworów wydanych przed półwieczem, odległych od świata współczesnych młodych czytelników. Lektury są często niezrozumiałe nie tylko z powodu archaicznego języka, jakim są pisane, ale dlatego, że opowiadają o innych realiach, grafika: pl.freepik.com

Szkolnictwo mierzy się od wielu lat z problemem spadku zainteresowania czytaniem. Ciągle wracają pytania, dlaczego uczniowie nie czytają lektur. Dlaczego dla większości uczniów jest to przykry obowiązek? Dlaczego problem dotyka coraz młodszych uczniów?

Wyniki szeregu badań potwierdzają tezę, że czytelnictwo w wieku dziecięcym ma bezpośrednie przełożenie na poziom czytelnictwa ludzi dorosłych. Istotne jest więc, aby bibliotekarze i nauczyciele pracujący z dziećmi i młodzieżą obserwowali na bieżąco to, co się dzieje na rynku wydawniczym, żeby móc rozbudzać i kształtować zainteresowania czytelnicze, a równocześnie za nimi nadążać.

Badacze literatury na łamach rozmaitych portali, czasopism zwracają uwagę na to, że kanony lektur szkolnych są nieadekwatne do potrzeb i gustów młodych ludzi. Z raportu Instytutu Badań Edukacyjnych wynika, że spis lektur nie odpowiada oczekiwaniom czytelników. Podkreśla się przy tym, że w procesie kształtowania nawyków czytelniczych potrzebne jest wprowadzanie maksymalnie atrakcyjnych lektur, by uczniowie czerpali przyjemność z ich czytania.

Dyskusja na temat zmiany kanonu lekturowego toczy się w środowiskach akademickich i mediach nieustannie od wielu lat. Stale podnoszony jest problem, że szkoła skutecznie zniechęca uczniów do czytania, narzucając im przestarzałe lektury.

W kanonie, mimo przeprowadzonej w 2017 roku reformy edukacji, nadal znajdują się książki napisane w poprzednim wieku. Dzisiejsi trzecioklasiści to uczniowie, którzy urodzili się w latach 2012/2013, a w zestawie Ministerstwa Edukacji i Nauki jedynie 4 z 24 pozycji napisano za ich życia. Ponadto 13 tytułów wydano przed rokiem 2000 (m.in. Dzieci z Bullerbyn, Doktor Dolittle i jego zwierzęta, Karolcia, O psie, który jeździł koleją, Oto jest Kasia).

Propozycja ministerialnej listy lektur skłoniła prof. Dariusza Szczukowskiego z Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego do wyrażenia dość radykalnego zdania, że „rynek literatury dziecięcej i młodzieżowej jest w stanie permanentnego uwiądu i nie ma on nic do zaproponowania naszym uczniom”.

Dotyczy to też listy lektur rekomendowanych przez wydawnictwa edukacyjne, które wydają podręczniki szkolne. Analizując zestawy zawarte w pakietach podręczników do klasy trzeciej Elementarz odkrywców (wyd. Nowa Era) i Nowi Tropiciele (WSiP), zauważa się podobną tendencję do omówionej powyżej.

Warto pamiętać, że nowe, estetyczne i świeże wydania starych książek nie spowodują, że ich treść będzie bardziej aktualna czy dopasowana do oczekiwań czytających. Literaturoznawcy podkreślają, że fundowanie dzieciom starych książek nie daje możliwości dogłębnej identyfikacji z bohaterami, a więc faktycznego poznania treści.

Profesor Grzegorz Leszczyński z Uniwersytetu Warszawskiego, który zajmuje się badawczo literaturą dla dzieci i młodzieży, zwraca uwagę na to, że dzieciom zaleca się czytanie utworów wydanych przed półwieczem, przestarzałych, odległych od świata współczesnych młodych czytelników. Lektury są często nierozumiane przez dzieci, nie tylko z powodu archaicznego języka, jakim są pisane, ale dlatego, że opowiadają o innych realiach. Opowieści te nie mówią o współczesnych dzieciach i ich współczesnych problemach, nie mówią o ich otoczeniu.

Sam fakt, że książka opowiada historie rówieśników, nie jest gwarantem sukcesu. Dzieci nie rozumieją postępowania literackich kolegów, gdyż bohaterowie ci żyją w innych czasach, niemedialnych, analogowych, których obecni czytelnicy nie znają. Dlatego książki te są dla nich trudne, nudne i nie przystają do ich rzeczywistości.

Profesor Elżbieta Kruszyńska z Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu podkreśla, że warto byłoby proponować teksty odchodzące od kanonicznego spisu lektur, a przy ich wyborze kierować się potrzebami młodych ludzi. Badaczka zauważa, że w większości krajów europejskich dawno już zrezygnowano z obowiązkowej listy lektur szkolnych, a pozycje należące do klasyki pojawiają się na lekcjach, aby rozwijać poczucie tożsamości narodowej i wiedzę o kulturze.

Czytanie dla przyjemności, choć ma dziś ogromną konkurencję, wciąż funkcjonuje wśród młodych ludzi. Swobodna lektura jest przez nich traktowana jako coś zupełnie innego niż lektura szkolna. Nie jest tak, że uczniowie, którzy nie zapoznają się z lekturami szkolnymi, książek nie czytają w ogóle. Dlatego też wybór książek należy dostosowywać do aktualnego stopnia rozwoju uczniów, do ich potrzeb. Dobrze, żeby dziecko miało dostęp do szerokiego wachlarza pozycji, żeby mogło wybrać to, co je interesuje.

Obecnie dostęp do interesującej literatury dla dzieci nie stanowi żadnego problemu, a dzięki temu, że literatura adresowana do młodych stale się rozwija nie tylko w obszarze treści, ale także w warstwie graficznej czy w formie wydawniczej, każdy może znaleźć dla siebie coś atrakcyjnego. Bardzo optymistycznym zjawiskiem jest pojawienie się nowej generacji twórców literatury dziecięcej. Piszą i publikują książki autorzy młodego pokolenia, prawdziwie utalentowani literacko i doskonale rozumiejący współczesność, którym z łatwością przychodzi nawiązanie kontaktów z czytelnikiem i odwołanie się do jego doświadczeń.

Reasumując powyższe ustalenia: sądzę, że warto, aby nauczyciele, dyrektorzy i decydenci na wyższych szczeblach systemu oświaty dostrzegli problem, jakim jest stale spadający poziom czytelnictwa, zwłaszcza wśród coraz młodszych osób, i spróbowali zastanowić się nad jego przyczyną. Nie wystarczy bowiem dopisać do listy lektur nowych pozycji wydawniczych, pozostawiając te „zakurzone”, skoro podstawy programowe i podręczniki nadal bazują na starych, wydanych kilkadziesiąt lat temu książkach.

Jak współczesne dziecko ma zrozumieć zachowania bohatera literackiego, który nie wie, czym jest telefon, komputer, a czasem nawet telewizor? Dla współczesnych dzieci czasy analogowe, w jakich dzieją się historie zawarte w lekturach, są kompletną abstrakcją.
Myślę, że adekwatnym komentarzem do podejmowanego tematu są słowa prof. Grzegorza Leszczyńskiego, który uważa, że „czytelnictwu zagraża sama książka – nudna, jałowa, źle wydana, źle napisana, źle zilustrowana, po prostu zła. To właśnie książkowe, śmieciowe żarcie, byle jakie, nudne, żałosne, jest największym zagrożeniem dla naszych dzieci”.

Aleksandra BURZYŃSKA-MENDAK, nauczyciel matematyki w SP nr 17 w Chorzowie. W 2014 roku odbyła kurs kwalifikacyjny z zakresu oligofrenopedagogiki (Regionalny Ośrodek Metodyczno-Edukacyjny Metis w Katowicach), a w 2020 roku ukończyła pedagogikę w zakresie: edukacja przedszkolna i wczesnoszkolna (Wyższa Szkoła Pedagogiczna im. J. Korczaka w Katowicach)

Leave a Reply