Jak werbują sekty cz. 6. Szyld dobroczynności

Sekty często werbują pod płaszczykiem dobroczynności; fot. Piotr T. Nowakowski

Dość łatwo jest pozyskać dla sekty ludzi z natury dobrych, o nastawieniu prospołecznym, bywa że łatwowiernych, stąd rezultaty przynosi odwołanie się do dobra tkwiącego w człowieku. Temu zaś może służyć działalność charytatywna. Stanowi ona sposób na zdobycie zaufania społecznego i nawiązanie relacji z potencjalnymi adeptami.

Agitatorzy, kontaktując się z przytułkami, szpitalami, sierocińcami, mogą docierać z doktryną swej organizacji i zaproszeniem na wspólne spotkania. Wykorzystują w ten sposób naturalne zaufanie, jakim zwykle darzy się darczyńców.

Przykładowo wyznawcy Kościoła zjednoczeniowego, znani z finansowania różnych dobroczynnych inicjatyw, czynią to zwłaszcza w jednym celu – „dla powiększenia rodziny doskonałej”. Podczas stanu wojennego w Polsce wyznawcy tego Kościoła organizowali świąteczne transporty humanitarne do naszego kraju. Furgonetki dostawcze pełne odzieży, potrzebnych odżywek, brakujących wówczas środków czystości i słodyczy otwierały ugrupowaniu dostęp do rozmaitych środowisk, m.in. do młodzieży udzielającej się przy rozładunku i dystrybucji darów. „Pamiątką” po tamtym okresie są grupy akademickie wyznawców Moona, czyli środowiska, do którego owa pomoc była najczęściej adresowana (R. Werbanow, Jak nie zostałem moonistą, „Czas Krakowski” 1996, nr 48, s. 27).

Istnieją też w Polsce inne sekty wykorzystujące przykrywkę działalności charytatywnej. Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny prowadziło szeroko reklamowaną akcję pomocy Food for Life. W jej ramach – jak dowiadujemy się z rozpowszechnianej przez krysznaitów ulotki – „co dwie sekundy serwuje się głodnym wegetariański poczęstunek. Jest to największa na świecie akcja pomocy żywnościowej oparta na kuchni wegetariańskiej”.

Choć werbunek pod szyldem działalności charytatywnej może być zakamuflowany, takie akcje dobroczynne są nierzadko bardzo czytelne dla obserwatora z zewnątrz. Mają wówczas wyraźnie określone cechy: tymczasowość niesionej pomocy, ograniczony zakres „usług” oraz silne zabarwienie ideowe.

Również sekta Rodzina usiłowała prowadzić działalność pod szyldem dobroczynności. W styczniu 2001 roku, dzięki dziennikarskiemu śledztwu, natrafiłem na amerykańską agendę tej sekty o nazwie Family Care Foundation. W Polsce powstały cztery gałęzie tejże fundacji.

Używając charytatywnych „przybudówek”, sekta docierała do licznych instytucji pomocy społecznej i organizacji pozarządowych. „Dobroczyńcy” chwalili się na lewo i prawo swą pracą, ilustrując to kolorowymi zdjęciami, tymczasem rzekomo obdarowani mieli niekiedy ogromne trudności ze skojarzeniem, kiedy właściwie ta pomoc nastąpiła.

Najprężniej działała organizacja Ray of Hope (Promyk Nadziei) ze Szczecina. Na jej stronie internetowej zamieszczono motto: „Co byście chcieli, aby ludzie wam czynili, to i wy im czyńcie”. Praca organizacji opierała się w dużej mierze na występach podczas imprez charytatywnych dla różnych fundacji i domów dziecka – były to m.in. pokazy klaunów i teatrzyk kukiełkowy.

Członkowie Ray of Hope udzielali się także na kwestach na cele dobroczynne, organizowali pomoc humanitarną dzięki uprzejmości lokalnych darczyńców oraz sponsorów z Europy Zachodniej. „Ponieważ jesteśmy obecnie tylko dwoma rodzinami z czwórką małych dzieci, możemy zrobić tyle, ile jesteśmy w stanie. Mamy nadzieję, że w przyszłości będzie nas więcej, i dlatego nie powstrzymuje to nas, aby pomóc innym” – informowali.

Piotr T. NOWAKOWSKI

Pedagog i publicysta, doktor habilitowany nauk społecznych, profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego; jest autorem książek poruszających problematykę dotyczącą sekt:
Sekty: co każdy powinien wiedzieć, Maternus Media, Tychy 1999;
Sekty: oblicza werbunku, Maternus Media, Tychy 2001;
Sekty jako problem współczesności, Górnośląska Wyższa Szkoła Pedagogiczna,
Mysłowice 2008.

Leave a Reply