Jak werbują sekty cz. 3. Technika flirtu

Fot. Piotr T. Nowakowski

W swej encyklice Deus caritas est Benedykt XVI stwierdza, że w dyskusji o miłości przeszkodą jest zwłaszcza sam język. „Termin «miłość» stał się dziś jednym ze słów najczęściej używanych i także nadużywanych, którym nadajemy znaczenia zupełnie różne” – tłumaczy.

Ten problem jest łatwo dostrzegalny w popkulturze. Okazuje się jednak, że zachodzi on również na gruncie religijności, a dokładnie – zaburzonych jej form, stanowiących wyraz nadużycia względem właściwie pojętego sacrum.

W tym względzie wiele kontrowersji wzbudza działalność sekty znanej dziś pod nazwą Rodzina (uprzednio Dzieci Boże, w międzyczasie zaś – Rodzina Miłości). Chodzi przede wszystkim o praktykę werbunkową określaną mianem techniki flirtu (ang. flirty fishing), będącą wynalazkiem Davida Berga (1919–1994), założyciela wspomnianej organizacji.

Początki techniki flirtu sięgają lat 70. Jej celem było, jak informuje sekta, „pokazanie samotnej, potrzebującej duszy, że Bóg ją kocha” (Geneza naszej Rodziny, Zurich 1992, s. 3). Jednak okazuje się, że obdarzanie innych Bożą miłością mogłoby niekiedy „wykraczać poza granice samej uprzejmości i spełniania dobrych uczynków, i jeśli ktoś naprawdę potrzebuje fizycznej miłości i uczucia, to można się uciec nawet do seksu w celu pokazania mu, że kochamy go miłością Jezusa i jesteśmy gotowi z ofiarnością zaspokoić jego seksualne potrzeby”.

Praktyce tej przypisywano niezwykle wzniosłe cele: ludzie, którzy nigdy nie doświadczyli miłości Bożej, „dzięki takiej fizycznej analogii mogą lepiej pojąć idee otrzymywania miłości od samego Boga” (Geneza naszej Rodziny, s. 2). Dalej sekta wyjaśniała, że technika ta nigdy nie miała być rozumiana ani praktykowana jako rozrywka i zabawa dla doznania egoistycznej przyjemności i zaspokojenia własnych namiętności. Co więcej, David Berg podkreślał, że obok męczeństwa, jest ona największą ofiarą przy wyciąganiu pomocnej dłoni do innych (Geneza naszej Rodziny, s. 2-3).

Nie da się jednak ukryć, że ta swego rodzaju rytualna prostytucja stanowiła w rzeczywistości zwykłe nadużycie. We wrześniu 1987 roku flirty fishing zostało oficjalnie zarzucone jako „metoda ewangelizacyjna”. Uczyniono to, jak tłumaczy sekta, „w obliczu rosnącego widma AIDS, a także potrzeby położenia nowego, silnego nacisku na zaszczepienie w neofitach szerszej znajomości i zamiłowania do Pisma Świętego” (Geneza naszej Rodziny, s. 2-3).

Opisany przypadek ilustruje wysoce niegodziwą praktykę manipulacyjnego wykorzystywania – na gruncie religijności – pojęcia „miłość” oraz pozytywnego potencjału, jaki ono ze sobą niesie. Mamy tu do czynienia z pomieszaniem różnych znaczeń miłości: nowotestamentowy termin „agape”, oznaczający bezinteresowną miłość, bezpodstawnie utożsamiono z miłością erotyczną. Stąd dzieli nas już tylko krok od uprawomocnienia nadużyć seksualnych autorytetem Biblii, na której kartach słowo „miłość” pojawia się dość często.

Obecnie niektórzy autorzy interpretują technikę flirtu jako zwykłe uwodzenie osoby płci przeciwnej w celu przyciągnięcia jej do sekty. Chcąc nawiązać bliższy kontakt z potencjalnym adeptem, osoba rekrutująca aranżuje „przypadkowe” spotkanie. Ten kontakt bywa następnie podtrzymywany w formie korespondencyjnej. Wreszcie przeradza się w serię spotkań w atmosferze flirtu, często powiązanego ze wspólną lekturą odpowiednich tekstów i dyskusją (por. A. Zwoliński, Anatomia sekty, Kraków 1994, s. 169). Ten okres werbunku pozwala na wzbudzenie zaufania i uzyskanie niezbędnych informacji o kandydacie na członka sekty.

Piotr T. Nowakowski

Leave a Reply