Edukacja domowa zamiast zdalnej. Eksperyment, który wyniknął ze zmęczenia

Notatki w zeszycie z przyrody dziecka uczącego się w domu; fot. EduMama

Kiedy ludzie pytają mnie, dlaczego zdecydowałam się przepisać swoje dziecko na edukację domową, to odpowiadam zgodnie z prawdą, że byliśmy zmęczeni zdalnym nauczaniem. Byliśmy zmęczeni jak wszystkie inne dzieci, jak wszyscy inni rodzice i nauczyciele. Nie byliśmy więc wyjątkowi, nie kierowała nami żadna nonszalancja ani uraz po jakiejkolwiek krzywdzie ze strony szkoły systemowej, w której byliśmy wcześniej.

Umęczyła nas detektywistyczna praca związana z poszukiwaniem zadań i materiałów do zdalnego nauczania na różnych platformach oraz komunikatorach, z których korzystała szkoła. Byliśmy wyczerpani fotografowaniem notatek w zeszytach, nagrywaniem piosenek na zaliczenie i wysyłaniem ich po nocach, bo właśnie okazywało się, że gdzieś w dziko płynącym strumieniu informacji data oddania zadania została przeoczona… I coś nam grozi!

Liczba osób na pogrzebie Moniuszki

Z miesiąca na miesiąc traciliśmy poczucie sensu. Niby nic traumatycznego, ale w tym szczególnym czasie izolacji, spadku sił witalnych nasze zasoby topniały w codziennej gonitwie i gąszczu zadań, bardzo często niedostosowanych do wieku rozwojowego ucznia (zbyt infantylnych lub na poziomie akademickim).

Poczucie sensu odbierały nam godziny wychowania fizycznego przed monitorem, ale i testy wiedzy o wymiarach boiska do siatkówki, o tataizacji (w muzyce – polega ona na nadaniu poszczególnym wartościom rytmicznym odpowiadających im sylab rytmicznych), której prawie nikt w klasie nie wykonał poprawnie, czy pytanie o liczbę osób obecnych na pogrzebie Moniuszki. Na deser były infantylne piosenki o planetach w stylistyce disco polo w serwisie YouTube. W sumie działo się coś takiego, co starsi ludzie opisują jednym słowem: dziadostwo.

Widzieliśmy, że efekty tych bezsensów wybrzmiewają z dnia na dzień. Pojawiły się u dziecka ogólne komunikaty, że szkoła jest nudna i głupia. Potęgował się niebezpieczny dystans do treści nauczania i obniżała się jakość wykonywanych zadań.

Fot. Edu Mama

Ocena dopuszczająca z geografii

To nie pojawiło się nagle. Jeszcze przed lockdownem nasze dziecko zaliczyło w szóstej klasie (mimo harmonijnego rozwoju i normy intelektualnej) ocenę dopuszczającą z geografii na półrocze, ucząc się na pamięć definicji, zamiast z pomocą aktywnych form nauczania odkryć piękno tego przedmiotu i zakochać się w tej – jak dla mnie – królowej nauk.

To, gdzie żyjemy, krajobraz, otoczenie w oczywisty sposób na nas wpływa, kształtuje nas. To, czym otaczamy nasze dzieci, jakie treści i formy nauczania wybieramy, ma decydujące znaczenie dla ich zaangażowania w proces uczenia się i dla rozwoju ciekawości. Mają wreszcie wpływ na zapamiętywanie. Uczenie się w bezruchu, przed ekranem, z neurobiologicznego punktu widzenia obniża nastroje dziecka.

Im dłużej nad tym myśleliśmy, tym bardziej nabieraliśmy pewności, że czas pandemii w zasadzie jest pod wieloma względami czasem darowanym przez los. Ta wyjątkowa sytuacja darowała nam też pokłady pokory w myśleniu o efektach edukacji wyrażanych cyfrą na świadectwie. Dawała nam świadomość, że oceny nie mają dla nas znaczenia, że najważniejszy jest dobrostan dziecka i nas, rodziców, którzy mu w edukacji towarzyszą. Przyjęliśmy zasadę: mniej znaczy więcej.

Chcieliśmy spróbować zaprosić zgubione w trakcie nauki systemowej zainteresowanie, zaangażowanie, staranność, rozumowanie i troskę o integrowanie wiedzy z różnych dziedzin.

Jak przejść na edukację domową?

Jestem nauczycielem. Mam kilkunastoletni staż pracy, ale nie jestem tak zwanym przedmiotowcem, nie mam dużych zdolności matematycznych ani językowych. Mam więc ograniczone zasoby i wiedziałam, że muszę znaleźć wsparcie dla swojego dziecka w nauce przedmiotów ścisłych i języków. Takie wsparcie znalazłam wśród osób z mojej rodziny. Dlatego zdecydowaliśmy, że w czasie wakacji przepiszemy dziecko na edukację domową. Zaczęliśmy się więc dowiadywać, jakich formalności musimy dopełnić.

Najpierw trzeba wybrać szkołę, poprzez którą chcemy realizować edukację domową. Potem konieczna jest wizyta w tej szkole, wypisanie wymaganych dokumentów (kwestionariusz, podanie o zgodę na edukację domową; oświadczenie, w którym rodzice zapewniają, że mają warunki do nauczania dziecka i że przystąpi ono do egzaminów na koniec roku). Na tej podstawie dyrektor szkoły wydaje zgodę na edukację w domu. To rodziców nic nie kosztuje, gdyż subwencja oświatowa na ich dziecko spływa do szkoły, poprzez którą nauka domowa jest realizowana.

Szkoły mają różne zasoby kadrowe. Są takie, w których grono pedagogiczne jest duże i ma wieloletnie doświadczenie we wspieraniu uczniów i rodziców w edukacji domowej, w tym w egzaminach. Śmiejemy się w domu, że my wybraliśmy szkołę tak samo zieloną w realizacji edukacji domowej jak my, ale w której ze strony nauczycieli i dyrektora jest wola współpracy.

W naszej szkole terminy egzaminów były ustalone odgórnie. Pierwszy egzamin z tej znielubionej geografii nasze dziecko zdało w październiku. Egzamin był dwuetapowy – pisemny z pytaniami o treści z całego roku, a potem ustny. Nie pamiętam już pytań, nie pamiętam tego, co się działo na egzaminie, ale pamiętam, że jadąc samochodem, byłam świadkiem rozmowy mojego dziecka z przyjacielem. Mniej więcej brzmiało to tak:

„Ej, wiesz jakie są piękne zdjęcia stepów w podręczniku do geografii?! Chcę pojechać Koleją Transsyberyjską! Pojedziemy razem? Ale nie do końca od razu, tylko do połowy i wysiądziemy. Na miesiąc zostaniemy w Mongolii i będziemy jeździć na tych dzikich pięknych koniach!”.

Rok szkolny jeszcze się nie skończył, jeszcze pracujemy, jeszcze się uczymy. Uczymy się, jak się uczyć. Stawiamy małe kroki, codziennie!

EduMama

Czym jest edukacja domowa?

Edukacja domowa to w uproszczeniu kształcenie dziecka w domu. Jednak uczeń pozostaje w systemie szkolnictwa, ponieważ każde dziecko musi spełnić obowiązek szkolny, a opanowanie podstawy programowej jest sprawdzane na egzaminach w wybranej placówce.

Taka nauka jest organizowana w zależności od wieku dziecka i możliwości rodziny. Czasem jeden z rodziców prowadzi domowe lekcje, w innym wypadku rodzice wymieniają się – w zależności od mocnych stron.

Bardzo często lekcje dla młodszych dzieci prowadzą starsze. Niektórzy organizują małe społeczności edukatorów domowych – dzieci uczą się w grupach, a rodzice prowadzą lekcje z tematów, które znają najlepiej. Czyli ty poprowadzisz kształcenie matematyczne, sąsiad przygotuje lekcje fizyki, a wynajęty trener będzie zajmował się wychowaniem fizycznym. Z kolei lekcje przyrody odbędą się w postaci trzydniowej wycieczki w góry. Albo tygodnia spacerów: poniedziałek las, wtorek brzeg rzeki, środa łąka, czwartek park miejski itd.

<

p style=”text-align: right;”>Źródło: Anna Oka/Zabawkator.pl

2 KOMENTARZE

  1. Patrząc na PARANJOJĘ rządu . . . jak jeszcze bardziej zniszczy Polską Edukację wolę taką niż non stop przed monitorem na zdalnych.

Leave a Reply