Duch naszych czasów – integracja sensoryczna

0
79
Małgorzata Golińska (pierwsza z prawej) prowadzi praktyczne zajęcia integracji sensorycznej ze słuchaczkami Instytutu Studiów Podyplomowych w Tychach; fot. Dominik GAJDA

„Kurier Nauczycielski” rozmawia z Małgorzatą Golińską, pedagogiem, logopedą, neurologopedą klinicznym, certyfikowanym terapeutą integracji sensorycznej, wykładowcą Instytutu Studiów Podyplomowych w Tychach.

„Kurier Nauczycielski”: – Czym jest integracja sensoryczna?

Małgorzata Golińska: – Wszystkie bodźce z otaczającego nas świata, które odbieramy poprzez nasze zmysły (słuch, wzrok, dotyk, smak, poczucie równowagi), są przez układ nerwowy rozpoznawane, segregowane, interpretowane oraz integrowane ze wcześniejszymi doświadczeniami. Na tej podstawie mózg tworzy odpowiednią do sytuacji reakcję. Każdy z nas codziennie integruje w sobie te bodźce. Przecież ciągle coś słyszymy, widzimy, czujemy, nieustająco musimy utrzymywać równowagę podczas poruszania się. U większości osób ten proces – nazywany integracją sensoryczną – odbywa się bez przeszkód. Bywa jednak, że odbiór bodźców jest nieprawidłowy.

– Jak to się objawia?

– Albo organizm zbytnio reaguje na bodźce (wtedy mówimy o nadwrażliwości), albo reaguje na nie słabo (podwrażliwość). Te deficyty mogą dotyczyć jednego zmysłu lub kilku z nich. Na przykład uczniowie nadwrażliwi na bodźce słuchowe dużo mocniej odbierają szepty w klasie, pstrykanie długopisem, odgłosy zza okna czy te dobiegające z korytarza. To powoduje, że szybko się rozpraszają i nie potrafią skoncentrować się na lekcji. Odwrotna jest sytuacja z dziećmi podwrażliwymi. Ich układ nerwowy musi być pobudzany, aby optymalnie reagował na bodźce. Jeśli układ nerwowy pod wpływem bodźców będzie walczył, będzie gotowy do reakcji, to dziecko będzie nadpobudliwe. Jeśli zaś podda się, to uczeń będzie chował się w swój świat, wycofywał się tam, gdzie bodźców nie ma, w jakiś cichy kącik…

– Na czym polega terapia integracji sensorycznej?

– Zaznaczmy, że amerykańska psycholog Jean Ayres stworzyła terapię SI dla dzieci z trudnościami w nauce. Od tego się zaczęło. Później tę metodę zaczęli stosować również terapeuci pracujący m.in.: z osobami ze spektrum autyzmu, z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie, z dziećmi z opóźnionym rozwojem mowy, z dziećmi z trudnościami posturalnymi. Zadaniem terapii integracji sensorycznej jest znalezienie sposobu na to, aby reakcja układu nerwowego na bodźce była optymalna. Podstawą jest diagnoza. Na wstępie należy ustalić czy trudności dziecka rzeczywiście wynikają z zaburzeń integracji sensorycznej. Kłopoty z koncentracją, nadpobudliwość, nadaktywność, czy ospałość, wycofanie, brak kreatywności są bowiem objawami, które występują
także w przypadku innych zaburzeń. Kolejna kwestia to ustalenie, czy mamy do czynienia tylko z zaburzeniami integracji sensorycznej, czy też towarzyszą one innym zaburzeniom. Warto przypomnieć, że nie ma takiego zawodu, jak terapeuta integracji sensorycznej. To jest metoda pracy. Aby ją stosować, trzeba już mieć bazę terapeutyczną (pedagog, logopeda, psycholog, fizjoterapeuta, terapeuta zajęciowy). Diagnozę SI może wykonać każdy kwalifikowany terapeuta SI w oparciu o kilka elementów.

– Jakich?

– Zaczynamy od rozbudowanego wywiadu z rodzicami. Jak na co dzień dziecko funkcjonuje w domu, w przedszkolu czy w szkole? Jaki jest powód zgłoszenia się rodziców do terapeuty SI? Jak przebiegał okres ciąży, porodu i połogu? Jakie niepokojące objawy obserwujemy w zakresie zmysłu dotyku, układu przedsionkowego, propriocepcji, koordynacji, zmysłu wzroku, słuchu, smaku, węchu? Czy występują zachowania autostymulujące? Drugi element diagnozy to obserwacja swobodnej zabawy dziecka w sali terapeutycznej – jak reaguje na różne przyrządy, na terapeutę i bodźce z zewnątrz. Potem przychodzi czas na obserwację aktywności, które ukierunkowuje terapeuta. Jak pacjent reaguje na dotyk, na ruch liniowy i obrotowy? Czy potrzebuje dużo takiego ruchu, czy też pewne aktywności prowadzą do przestymulowania układu nerwowego? Na ile trudności przedstawione przez rodziców w wywiadzie pokrywają się z obserwacją dziecka. Czasem bowiem rodziców niepokoją pewne symptomy, a my widzimy inne problemy, pilniejsze do rozwiązania. U starszych dzieci do diagnozy stosuje się także testy.

– A rola nauczyciela w diagnozie?

– Na etapie wywiadu z rodzicami, arkusze wywiadu są wysyłane także do placówki oświatowej, do której dziecko uczęszcza. Wypełniają je wychowawcy i nauczyciele. W szkołach jest coraz większa świadomość problemów uczniów związanych z nieprawidłowym przetwarzaniem sensorycznym. W szkołach integracyjnych są zatrudniani terapeuci integracji sensorycznej. Coraz więcej nauczycieli kończy studia z zakresu SI. To pozwala na lepszą współpracę z nauczycielami, którzy mogą stosować zaproponowane przez terapeutę SI strategie radzenia sobie w konkretnych sytuacjach. Przykładowo przy nadmiarze bodźców słuchowych, aby uczeń mógł się wyciszyć, nauczyciel pozwala mu wyjść do toalety lub organizuje „dziuplę – namiot” z tyłu klasy. Podczas głośnej przerwy uczeń może przebywać w klasie lub w innym miejscu, w którym jest mniejszy hałas. Marzeniem wielu szkół jest urządzenie tzw. pokoju wyciszeń, w którym jest cicho i nie ma dodatkowych bodźców. Oczywiście nic nie zastąpi odpowiednio przygotowanego i reagującego nauczyciela.

– Wróćmy do terapii. Co jest po diagnozie?

– Zajęcia terapeutyczne odbywają się przynajmniej raz w tygodniu. Terapia SI to zajęcia indywidualne. Na każdej sesji organizujemy zabawy odpowiednio stymulujące zmysł dotyku, układ przedsionkowy i propriocepcję. Każde dziecko ma określony profil sensoryczny. Rodzice otrzymują tzw. dietę sensoryczną, w której są zalecenia do pracy z dzieckiem w domu i w szkole. Zawarte są w niej nasze strategie działania sprawdzone w sytuacjach gabinetowych. Jakie zabawy i ćwiczenia działają na dziecko wyciszająco, pomagają mu skupić uwagę lub powodują optimum pobudzenia układu nerwowego. W diecie zapisujemy, jakie aktywności rodzic wykonuje codziennie w domu przed wyjściem do szkoły i po południu, aby pociechę wyciszyć czy pobudzić lub dostarczyć mu bodźców, których na co dzień potrzebuje. Są też zalecenia dla nauczycieli. Efekty terapii są zależne od przestrzegania diety sensorycznej, od współpracy z rodzicami i nauczycielami. Dużo pomaga też świadomość problemu u samego pacjenta. Szczególnie starsze dzieci uczymy, jak sobie radzić z ich problemami. Wspólnie opracowujemy strategie radzenia sobie w konkretnych sytuacjach. Same mogą zastosować szeroki wachlarz możliwości optymalizowania swoich reakcji. Świat się zmienia. Uważam, że integracja sensoryczna to duch naszych czasów.

– Jak to rozumieć?

– Integracja sensoryczna rozpoczyna się już podczas życia płodowego dziecka. Tymczasem jest coraz więcej przypadków, w których ze względu na zagrożoną ciążę, kobiety mają zalecone leżenie. Leżąca ciąża zaburza proces integracji sensorycznej u dziecka. Kiedy matka chodzi, dziecko buja się w wodach płodowych i w ten sposób stymuluje przedsionek ucha środkowego, odpowiedzialnego za równowagę. Ale też się wycisza. Kiedy matka siedzi lub leży, zaczyna się aktywność dziecka – m.in. ssanie kciuka czy kopanie. Ważny jest nie tylko okres ciąży, ale także poród. Przejście przez kanał rodny jest również związane z procesem integracji sensorycznej.

Bywa, że noworodek i niemowlak nie w pełni uczy się integracji sensorycznej. „Wyręczają” ich nosidełka, chodziki, bujaczki itp. Na skutek trudności zajścia w ciążę rodzi się też dużo jedynaków. Rodzice bywają nadopiekuńczy. Maluchy mają za mało aktywności na dywanie – mało się czołgają, pełzają, turlają, bo przecież zarazki… Brudzenie się też odpada, podobnie jak swobodne bieganie lub wchodzenie na drzewo.

W okresie przedszkolnym i wczesnoszkolnym dzieci mają za dużo zorganizowanych zajęć, a za mało czasu na „nicnierobienie” i na swobodną aktywność na podwórku. To tylko niektóre przykłady.

– W moich czasach integrację sensoryczną wyrabiało się na podwórkach, trzepakach czy budowach. Skakaliśmy z kilku metrów na kupę piachu…

– To doskonała aktywność z zakresu integracji sensorycznej (śmiech). Teraz na terapii też mamy skoki, ale na pufy lub do basenu z piłkami. Dzieci od podwórka wolą tablety i smartfony.

– Zastanawiam się, czy uczniom z zaburzoną integracją sensoryczną dokuczają rówieśnicy?

– To zależy od natężenia trudności. Jeżeli występuje u ucznia np. nadwrażliwość dotykowa i kolega go dotknął albo nie chce iść za rękę w parze lub metka z ubrania mu przeszkadza, to nauczyciel opanuje sytuację. Jeżeli jest tych zachowań więcej i dezorganizują pracę klasy, to faktycznie może być różnie. Czasem rodzice obawiają się posłać dziecko do klasy integracyjnej, a przecież tam jest diagnoza i nauczyciel wspomagający. O wiele gorzej bywa w przypadku, gdy w klasie masowej obecne jest dziecko niezdiagnozowane. Takich ciągle jest sporo.

– Jakie kompetencje nabywają absolwenci studiów podyplomowych o specjalności integracja sensoryczna?

– Absolwenci specjalności SI mają uprawnienia do diagnozowania zaburzeń przetwarzania sensorycznego (SPD) i prowadzenia terapii SI. Współpracując z Instytutem Studiów Podyplomowych w Tychach, prowadzę zajęcia praktyczne ze słuchaczami z zakresu diagnozy, zaburzeń przetwarzania sensorycznego czy organizacji gabinetu SI. Na zajęciach praktycznych studenci mają okazję pracować z dziećmi, prowadzić sesje terapeutyczne. Potem te zajęcia sobie omawiamy. Słuchacze piszą swoje pierwsze diagnozy, w oparciu o wywiad, obserwację swobodną i ukierunkowaną oraz testy. Oczywiście muszą też odbyć praktyki w wybranych placówkach.

MAŁGORZATA GOLIŃSKA – pedagog, logopeda, neurologopeda kliniczny, certyfikowany terapeuta integracji sensorycznej; absolwentka Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach i Akademii Medycznej we Wrocławiu; certyfikowany kurs integracji sensorycznej ukończyła u Małgorzaty Kargi w Warszawie; pełni funkcję dyrektora Przedszkola Niepublicznego EUREKA w Tychach; prowadzi terapię neurologopedyczną i terapię SI z dziećmi z zakresu wczesnego wspomagania rozwoju (0–6 rok życia) i z dziećmi szkolnymi.

Autyzm – zaburzenia integracji sensorycznej

 

Dodaj komentarz