Co trzeci pierwszak ma problemy ze wzrokiem. Jak im można pomóc

0
1339

O tym, jak zaburzenia wzroku utrudniają naukę uczniom klas I-III szkoły podstawowej i w jaki sposób można im pomóc, „Kurier Nauczycielski” rozmawia z dr Anetą Pukacz, tyflopedagogiem, od 25 lat pracującym w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej w Dąbrowie Górniczej, wykładowcą Instytutu Studiów Podyplomowych w Tychach.

Kurier Nauczycielski: – Podczas wykładu inaugurującego rok akademicki w Instytucie Studiów Podyplomowych w Tychach powiedziała pani, że jedna trzecia uczniów rozpoczynających naukę w szkole podstawowej ma problemy z widzeniem.
Aneta Pukacz; fot. JJ

Aneta Pukacz: – Z trzyletnich badań przeprowadzonych przez klinikę okulistyczną Okulus w Bielsku-Białej, która sprawdziła wzrok u 2089 dzieci rozpoczynających naukę w szkołach w powiecie bielskim i Jaworznie, wynika, że co trzeci pierwszoklasista ma problemy z widzeniem. To jest poważny problem, ponieważ w Polsce nie ma programu obowiązkowych badań przesiewowych, które diagnozowałyby stan widzenia u dzieci podejmujących naukę. Tymczasem jakość wzroku ma znaczący wpływ na proces uczenia się (w 80 proc. świat poznajemy poprzez ten zmysł).

Rodzice niejednokrotnie nie są świadomi tego, że ich dziecko słabo pisze, czyta, liczy czy źle przepisuje z tablicy (lub w ogóle nie chce wykonywać tych czynności) nie dlatego, że nie chce się uczyć, ale dlatego, że ma problemy z widzeniem. Niestety, badania wykazały, że u 30 proc. dzieci z problemami widzenia występują problemy z widzeniem dwuocznym (stereoskopowym).

– Na czym polega ta dysfunkcja?

Są trzy stopnie prawidłowego widzenia stereoskopowego. Jednoczesna percepcja to najniższy stopień obuocznego widzenia polegający na zdolności mózgu do postrzegania jednocześnie obrazów z obu oczu – lewe i prawe oko postrzega obraz niezależnie. Fuzja to drugi stopień obuocznego widzenia, polegający na umiejętności „zlewania w jeden” dwóch obrazów, z których każdy pochodzi z innego oka. Muszą one identycznie nachodzić na siebie. Wtedy widzimy prawidłowo – ostro. Stereopsja to trzeci, najwyższy stopień obuocznego widzenia, polegający na zdolności widzenia przestrzennego, 3D. Potrafimy ocenić, jak daleko, jak głęboko i jak wysoko są od nas dane przedmioty i jakie są pomiędzy nimi zależności. Dlaczego jeden jest większy, a drugi jest mniejszy, pomimo że ten większy jest dalej od nas.
Jeżeli dziecko ma zaburzony drugi stopień widzenia stereoskopowego (obrazy nie nakładają się na siebie), to wówczas mózg nie chce widzieć nieostrego, rozmazanego obrazu i ekonomicznie wybiera sobie jedno oko, a drugie pozostawia nieczynne. Brak prawidłowego widzenia przestrzennego utrudnia dzieciom poruszanie się.

– Nauczyciel nauczania początkowego jest ze swoją klasą przez trzy lata. Prowadzi z nią prawie wszystkie lekcje. Ma więc sporo czasu, aby zauważyć dzieci, które mają problemy ze wzrokiem. Na co powinien zwrócić uwagę? Co powinno go zaniepokoić?

– Przy wyłączonym jednym oku dziecko tak ustawia głowę, żeby patrzeć do zeszytu czy książki okiem dominującym. Uwagę zwrócić powinno też przechylanie głowy na ramię lub nienaturalna pozycja ciała przy patrzeniu na tablicę. Poza tym uczeń może mrużyć oczy, zamykać lub zaciskać powieki, przecierać oczy ręką. Zaburzenie widzenia stereoskopowego powoduje, że dzieci mylą litery i cyfry. Gubią litery przy przepisywaniu z tablicy, więc często zerkają do zeszytu kolegi.

Problem nasila się w klasie czwartej i piątej, kiedy dochodzą nowe przedmioty i jest więcej materiału do opanowania. Pojawiają się różni nauczyciele, a druk w książkach staje się mniejszy.

Pani pyta, czy wszyscy już napisali, czy zrozumieli, czy znaleźli dane ćwiczenie w książce. Żeby nie odstawać od reszty klasy, niedowidzący uczniowie potakują nauczycielowi, a tak naprawdę tracą chęci do nauki, zaległości narastają.

Wadą wzroku (niekorygowaną), która również przeszkadza w nauce, jest krótkowzroczność. Krótkowzroczność, według danych światowych, ma 1 proc. dzieci do 5. roku życia. Wzrasta ona do 8 proc. w wieku 10 lat i do 15 proc. w wieku 15 lat.

– W wykładzie wspomnianym na wstępie mówiła pani o zaburzeniu wzroku u dzieci i młodzieży związanym z częstym korzystaniem ze smartfonów, tabletów i laptopów.

– Chodzi o zaburzenie akomodacji, czyli utratę zdolności soczewki oka do patrzenia w bliży i w dali. Oko jest zaprojektowane, aby przede wszystkim patrzeć w dal. Tak było od najdawniejszych czasów, kiedy na polowaniu wypatrywaliśmy dzikiego zwierza lub gdy śledziliśmy horyzont, oczekując nadchodzącego wroga. Oko jest też przystosowane do naprzemiennego patrzenia w bliży i w dali.

Tymczasem dzieci, korzystając ze smartfona w domu i w szkole, patrzą tylko w bliż. To powoduje, że ich narząd wzroku rozleniwia się. Nie ćwiczą mięśni gałki ocznej. Stąd już tylko krok do braku ostrości widzenia w dal. To zaburzenie jest mylone z krótkowzrocznością. Na szczęście w tym przypadku, zamiast okularów korekcyjnych, wystarczają odpowiednie ćwiczenia, np. naprzemiennie spoglądanie z bliska na swoją dłoń, a potem przenoszenie wzroku na coś za oknem.

– Tyflopedagogika to dział pedagogiki specjalnej zajmujący się m.in. edukacją i rehabilitacją osób niewidomych i słabowidzących w placówkach oświatowych. Słuchaczem tej specjalności/kierunku można zostać w Instytucie Studiów Podyplomowych w Tychach. Jakie kompetencje nabywa absolwent tyflopedagogiki ISP?

– Wyposażamy słuchaczy-nauczycieli w profesjonalną i praktyczną wiedzę, w jaki sposób zauważać dzieci z problemami widzenia, a następnie skierować je do okulisty na diagnozę. Nasz absolwent potrafi samodzielnie stworzyć tzw. diagnozę funkcjonalną. Odpowiada sobie na pytania: jak dziecko widzi i jak ja mogę mu pomóc w nauce, w jakie pomoce optyczne i nieoptyczne je wyposażyć i jakie wskazówki przekazać rodzicom. Uczymy również, jak stworzyć program rewalidacji dziecka, a więc kompleksowego i usystematyzowanego działania, mającego na celu przywrócenie możliwie pełnej sprawności. To proces odbywający się na płaszczyźnie edukacyjnej, terapeutycznej i wychowawczej.
Uczulamy też naszych słuchaczy, aby podstawową wiedzę z zakresu tyflopedagogiki przekazywali w swojej szkole innym nauczycielom, np. wychowania fizycznego, techniki czy plastyki. Często występującym błędem jest chociażby nakaz ściągania okularów na zajęciach wychowania fizycznego. To jest dla słabowidzących uczniów i ich pełnosprawnych kolegów niebezpieczne. Dzisiejsza technologia wykonania okularów znacznie ogranicza ryzyko kontuzji lub uszkodzenia szkieł i oprawek.

– Kluczowe jest więc wyłapanie ucznia, który ma kłopoty z widzeniem, i jego zdiagnozowanie.

Podkreślam – dobre zdiagnozowanie. Zdarzają się bowiem błędy. Trudności w pisaniu i czytaniu związane ze słabowidzeniem mylone są na przykład z dysleksją. U dziecka występują objawy typowe dla dysleksji, ale związane są z nieskorygowaną wadą wzroku, zaburzeniami konwergencji (czyli zbieżności oczu) i akomodacji (czyli właśnie przystosowania oczu do dobrego widzenia na różne odległości). Tylko uważne obserwowanie maluchów przez ich opiekunów pozwoli odpowiednio wcześnie zareagować i rozpocząć skuteczne leczenie. W takim przypadku przed wydaniem opinii dobrze jest zbadać wzrok. Inne błędy to przekonanie (także u okulistów), że kilkuletnie dziecko nie może zostać skutecznie zdiagnozowane. Tymczasem dziś mamy metody diagnozowania dzieci kilkumiesięcznych. Rodzice często reprezentują przekonanie, że dziecko wyrośnie np. z zeza, z nieporadności.

– Skuteczna pomoc dziecku słabowidzącemu wymaga współpracy nauczyciela z rodzicami.

– Bezwzględnie. Chociaż bywa, że rodzice nie przyjmują do wiadomości uwag wynikających z obserwacji nauczyciela. Twierdzą, że z tym wzrokiem u dziecka nie jest tak źle, że ono od zawsze nie potrafiło się skupić, było takie roztargnione i dlatego nie chce się uczyć. Dzieje się tak dlatego, że rodzice nie mają – jak nauczyciel – skali porównawczej. Znają tylko swoje dziecko i nie porównują jego rozwoju, nabytych umiejętności i zachowania do innych dzieci w klasie.

ANETA PUKACZ

Od 25 lat pracuje w Specjalnym Ośrodku dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej w Dąbrowie Górniczej. Od 18 lat na wyższych uczelniach swoją wiedzę teoretyczną i praktyczną przekazuje studentom i słuchaczom studiów podyplomowych. Dzieci i młodzież, z którymi pracuje, są dla niej wielką inspiracją i źródłem wiedzy tyflologicznej. Mówi za Thomasem Edisonem, że nie przepracowała ani jednego dnia w swoim życiu, bo wszystko co robi, jest przyjemnością. Od 24 lat jest zamężna, ma dwójkę dzieci w wieku 22 i 18 lat. Mieszka w Dąbrowie Górniczej. Aktywna, energiczna, nie lubi nudy. Czas wolny wypełnia dobrą lekturą i sportem.

Leave a Reply